Tagi

,

W kluczowej dla historii Sejneńszczyzny pozycji książkowej pt. Materiały do dziejów ziemi sejneńskiej[1] na stronie 58 tomu I trafiam na wzmiankę o zagówskim rowie. Autor wymienia go za dokumentem króla Zygmunta I z 28.10.1522 roku. Kontekstem tego jest fakt, że rów ten był częścią granicy nadania dóbr namiestnikowi przewalskiemu Kopciowi Wasilewiczowi. Rów łączący jezioro Żagowiec z jeziorem Sejny jest tu nazywany „rzeczką” a ponadto ma swoją nazwę „Żagówka”.

row_2

Kiedy w 1962 roku z rodzicami i dwójką braci trafiłem do Zagówca[1], przenosząc się na stałe z Olecka, rów stał się dla nas czymś bardzo ważnym. Najważniejszy był chyba dla naszej mamy, która nie mając w domu prądu ani elektrycznej pralki robiła w nim pranie. Odległy był ze 200 m od naszego domu, więc bieliznę do prania od aż 6 domowników dowoziło się wózkiem dwukołowym na szprychach. Dowiezienie i odwiezienie przeważnie było zajęciem dla nas, synów. Nad rowem mama odpowiednio pranie rozkładała i potem kolejno, sztuka po sztuce płukała w rowie. Czasami używała metalowej tarki. Dla Pietranisów, rodziny sąsiadów mieszkających najbliżej rowu, było to miejsce bardzo praktyczne. Na łączce nad nim stale pasła stado gęsi dorosła, ale opóźniona w rozwoju Zośka. Gęsi co raz to schodziły na wodę. Na szczęście znikały z wody, kiedy my chcieliśmy się w niej pławić.

Pożytki czerpane z rowu przez nas, dzieci to przede wszystkim ryby i raki. Wiosną szczupaki spływały z jeziora na tarło, szukając sobie miejsca w płytkich wodach rzecznych. I tu je mieliśmy. Bez świadomości, że to coś złego, brało się oście (gdzie indziej nazywane ościeniem) i polowało się na szczupaki. Radość z tego była ogromna i nie chodziło tu o smak ryby, ale o radochę myśliwego. Podobnie emocjonujące były polowania na raki. Pojawiały się one w naszym rowie, nie wiedzieć czemu, z różną intensywnością. Raz ich było więcej, raz mniej. Kiedy udało się wypatrzyć, że są w rowie, sięgaliśmy po nie do zakamarków między korzeniami olch rosnących tuż nad wodą. Na początku któryś z naszego grona – śmiałek został boleśnie potraktowany szczypcami raka, ale dosyć szybko odkryliśmy sposób na poradzenie sobie z tym problemem. Ubierało się na rękę starą pończochę i już było bezpiecznie. Rak chwytał szczypcami za materiał nie czyniąc rany. Łatwo go było wtedy wyciągnąć z nory i schować do koszyka.

row_1

Dodatkową korzyścią z rowu były zbierane w nim „obsitki” – robaki schowane w wykonanym z ziarenek piasku i źdźbeł drewna kokonie. Używaliśmy ich jako przynęty dla ryb, łowionych na wędkę.  Zimą nasz rów był wykorzystywany do jazdy na łyżwach. Zanim mróz porządnie ściął jeziora, bezpieczniej było jeździć na płytkim rowie.

W latach 80. władze samorządowe Sejn zrobiły nowy użytek z naszego rowu. Niespodziewanie stał się on ważny i dla mieszkańców miasteczka. Wykorzystano fakt, że rów nasz, łączący jezioro Gawieniańce dawniej zwane Żagowcem, z jeziorem Sejny przepływał przez tzw. Strzelnicę w borku. To tam właśnie, w miejscu przedwojennej strzelnicy KOP, urządzono miejsce dla publicznej rekreacji. Wyglądało to imponująco; spory brodzik z dopływem i odpływem wody, boisko do gry w piłkę nożną, punkt gastronomiczny, muszla koncertowa.

Kiedy to ujrzałem po raz pierwszy, byłem zachwycony. Niestety stan taki nie trwał długo i nie wiem dlaczego, wszystko to zaczęło popadać w ruinę. Kilkanaście lat później pojawiły się fundusze unijne, ale sejneński samorząd znalazł dla nich inne miejsce. Martwiąc się, że to nie nad naszym rowem w borku, uspokajałem się, że mimo wszystko wreszcie w „krainie tysiąca jezior” będzie jedno przyzwoite miejsce gdzie sejnianie będą mogli się wykąpać. Moja radość trwała jednak tylko do pierwszej wizyty nad jeziorem Sejny, bo to tam ulokowano nową inwestycję. Na miejscu okazało się, że czegoś tam nie przewidziano, czegoś nie sprawdzono. Owszem, była infrastruktura na brzegu, gdzie można było zaparkować samochód, pospacerować, przebrać się nawet i opalać, ale wykąpać się już nie. Woda była zbyt brudna. Tak to odeszły marzenia i nadzieje. A rów zagówski nadal płynie. Widuję go 2- 3 razy w roku, kiedy odwiedzam rodzinę. Uśmiecham się, okiem dorosłego widząc, że taka marna struga, mogła być dla dziecka ważnym miejscem zabaw i harców.

[1] W różnych latach nazwa wsi pojawia się w różnych wersjach; Żagowiec, Żagówiec, Zagowiec

[1] Praca zbiorowa pod redakcją Jerzego Antoniewicza, Białystok 1963.

fot. 2 x Rafał Szczudło