Tagi

,

W mojej rodzinnej wsi, w Krasnopolu, domy były stawiane tylko drewniane, a to dlatego, że dookoła było bardzo dużo drzewa liściastego i iglastego. Opał przeważnie pozyskiwano z obcinanych gałęzi suchych drzew. Drewno kupowało się w nadleśnictwie, które mieściło się na skraju lasu. Ponadto opał był z torfu kopanego na bagnach torfowych. Najpierw wydobywało się błoto, które po uformowaniu w krążki było suszone. Używano tego do palenia w piecach grzewczych i do gotowania w kuchniach.

Gdziekolwiek drogi prowadziły, to na ich zboczach rosły topole, modrzewie, jałowce. W niektórych okolicach rosły też drzewa owocowe.

Część gospodarstw to były domy obszerne, składające się z kilku izb z drewnianymi podłogami, kaflowymi piecami i kuchniami. Przy domach zwykle dostawiane były ganki, też drewniane, w lecie oplecione powojami albo krzakami winogron. Wokół domów były duże ogródki kwiatowe. W tych ogródkach w lecie kwitło bardzo dużo najróżniejszych kwiatów. Wieczorem, jak się szło ulicą to z każdego ogródka dolatywał zapach maciejki. Najbardziej przystrajały domy malwy z różnobarwnymi kwiatami, które rosły w rogach ogródków i pięły się pod same dachy. Każda ścieżka przy domu obsadzona była nasturcjami z olśniewającymi w słońcu kwiatami. Zachowany w mojej pamięci obraz to jeszcze jaskółka, która uwiła gniazdo gdzieś pod strzechą i wśród porannej ciszy słychać było świergot piskląt. Na stodołach bociany miały gniazda, do których wracały wiosną, aby wychować nowe potomstwo.

Dom Rynkiewiczów

Dom Rynkiewiczów

Dwóch najbogatszych gospodarzy w Krasnopolu miało domy i budynki gospodarcze pokryte blachą, co w lecie naszej wsi dodawało uroku. Mieliśmy we wsi dwie prywatne piekarnie, dwa młyny napędzane elektrycznie, dwie karczmy polskie i jedną żydowską. Były też trzy sklepy spożywcze prowadzone przez Polaków oraz mieszanych pięć sklepów żydowskich. Funkcjonował również jeden spożywczy sklep państwowy, ale już nie pamiętam, przez kogo był założony. Główna ulica Krasnopola, nazwana Suwalską zamieszkana była przez rodziny żydowskie. Wszyscy Żydzi trudnili się handlem. Ci, którzy nie mieli sklepów, jeździli po okolicznych wioskach i skupowali zboże, drób, owoce, handlowali szmatami i czym się tylko dało. Na roli żaden Żyd nie chciał pracować. Część artykułów kupionych na wsiach Żydzi sprzedawali w Krasnopolu, resztę wywozili do okolicznych miast. Najbliżej nas było miasteczko Sejny, oddalone o 9 km, znacznie większe – Suwałki o 21 km. Dalej w bok było miasto Grodno. Żydzi mieli czym jeździć, bo każdy handlarz miał dwa konie, a biedniejszy jednego. Z jednej strony wsi mieścił się Urząd Gminy, z drugiej, stała siedmioklasowa szkoła. W środku wsi był Urząd Pocztowy, Posterunek Policji i Dom Strażaka. Na miejscu mieliśmy Ochotniczą Straż Pożarną i Orkiestrę Straży Pożarnej. W Domu Strażaka odbywały się zabawy, różne występy. Pamiętam, że w czasach kiedy byłam już większą dziewczynką zaczęło przyjeżdżać kino objazdowe. Film był wyświetlany raz w tygodniu. Byłam na filmach kilka razy, ale zapamiętałam tylko jeden – „Straszny Dwór”.

Fragment pamiętnika Janiny Kralkowskiej z Rynkiewiczów.

J.Kralkowska

Jej linia genealogiczna; 

Janina (1925- 2006) –> Józef Rynkiewicz (1900- 1937) –>Józef Rynkiewicz (1871-1959) –>Benedykt Mikołaj Rynkiewicz (1842- 1899) –>Jan Piotr Rynkiewicz (1819- 1894) –>Benedykt Rynkiewicz (1780- 1848) –>Szymon Rynkiewicz (1730- 1820). 

 

Na zdjęciu u góry: stary dom w Krasnopolu, dawniej należący do Zygmunta Rynkiewicza (1905- 1984).