Weekend z genealogią

Tagi

, , ,

Już kilka razy zdarzały mi się w życiu okazje, aby „popełnić” podroż genealogiczną i zawsze były to wyprawy udane, do których wraca się w opowieściach przy rodzinnym stole. Nie zdarza się to często głównie dlatego, że mam obowiązki rodzinne i dopiero po ich wypełnieniu mogę pomyśleć o swojej pasji. W podtekście tego jest informacja, że członkowie rodziny w moim „wariactwie” raczej nie uczestniczą. Pozwalam więc sobie na podróże genealogiczne wtedy, kiedy wyprawa ma także inne, rodzinne cele. Tym razem celem była podroż do Czerska, na Pomorze, w celu przywiezienia do Wschowy amerykańskich gości. Data odbioru przybyszów z USA wyznaczona była na 2 maja, więc po szybkim oglądzie kalendarza uznałem, że można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Pierwsza pieczeń to oczywiście odbiór gości, druga – odwiedziny krewniaków w pomorskich okolicach.
W niedzielę 30 kwietnia wyruszyliśmy z żoną ze Wschowy i pod wieczór byliśmy blisko Gdańska. To „blisko” w szczegółach oznaczało Galerię Szczudło w miejscowości Straszyn, gmina Pruszcz Gdański. Wybraliśmy się tam ponieważ znałem to miejsce wirtualnie a chciałem poznać namacalnie. Już od kilku lat wiedziałem z Internetu, że jest to Galeria prowadzona przez Bohdana Szczudło a od kilku lat, po rozmowie telefonicznej z jej właścicielem, że ta linia Szczudłów ma swój początek na Ziemi Grodzieńskiej. Moja też, więc powód wyjazdu był raczej oczywisty.
Przed wyjazdem na Pomorze odwiedziłem stronę internetową Galerii Szczudło http://galeriaszczudlo.pl/ i z przyjemnością dowiedziałem się, że w dniu naszego przyjazdu planowany jest tam koncert jazzowy. Zdążyliśmy na czas i mieliśmy okazję wysłuchać koncertu dwuosobowego zespołu w składzie fortepian i puzon.

Część utworów była śpiewana i tu świetnie się sprawdził puzonista Mieczysław Musiał. W trakcie koncertu prowadziliśmy pierwsze rozmowy z gospodarzem obiektu, Bohdanem Szczudło i jego żoną Aleksandrą, którzy obsługując gastronomicznie gości przy stolikach, ze wszystkimi mieli do pogadania. Widać było, że grono publiczności stanowili dobrzy znajomi muzyków i obsługi. Dopiero po zakończeniu koncertu był czas na dłuższe Szczudłów rozmowy, oczywiście z przewagą genealogii. Wtedy też poznaliśmy drogę życiową Bohdana Szczudło, rzeźbiarza i przedsiębiorcy. Urodził się w 1957 r. w Gdańsku, tam też wychował i wykształcił. Dobrze wspomina wyjazdy do babci w Reszlu i do kuzynów w Kętrzynie. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, a w roku dyplomowym, 1980 w ramach wymiany międzyuczelnianej przeniósł się do Berlina, gdzie studiował rzeźbę. Dyplom uczelni niemieckiej uzyskał w 1986 roku. Po powrocie do kraju z powodzeniem prowadził przedsiębiorstwo w branży elektronicznej, zanim zrealizował projekt pt. Galeria Szczudło, która jest jednocześnie galerią i miejscem do organizowania imprez.

Bohdan Szczudło ma w swoim dorobku wiele rzeźb, ale najwięcej satysfakcji wyniósł ze współpracy z grupą wykonującą tablice Pomnika Katyńskiego. Jest tu nie tylko wyraz emocji artystycznych ale i osobisty wątek, bo dziadek Bohdana, Piotr Szczudło, który był przedwojennym policjantem, zginął w Katyniu.
Nasz pobyt w Straszynie trwał niecałą dobę, bo następnego dnia gospodarz był już zajęty, gdyż w pomieszczeniach Galerii Szczudło szykowano scenografię do nagrania płyty zespołu z Gdańska. Podobne wyzwania obiekt ten ma już za sobą. Świetna akustyka skłoniła kolejną grupę do wykorzystania go do nagrań.
W drugim miejscu, ważnym ze względów genealogicznych, spodziewani byliśmy pod wieczór, więc uzgodniliśmy z żoną, że kilka godzin poniedziałkowego, ale świątecznego przecież przedpołudnia wykorzystamy na zwiedzanie Gdańska. Dosyć przypadkowo, ze względu na lokalizację parkingu, zaczęliśmy od zwiedzania Sanktuarium Królowej Świata Pracy, słynnego dzięki księdzu Henrykowi Jankowskiemu i Lechowi Wałęsie kościoła św. Brygidy.

 

Następnie kroki swoje skierowaliśmy na starówkę, obowiązkowo „zaliczając” ulicę Długą, zatłoczoną przez licznych spacerowiczów. Trudno było dostać coś bez kolejki, więc i na obiad trzeba było trochę poczekać. Po obiedzie i spacerze ruszyliśmy w dalszą drogę, do Malborka. Umówione tam czekały nas dwie ciocie, krewniaczki ze strony krasnopolskich Rynkiewiczów (siostry cioteczne mojego ojca Zygmunta). Ciocia Ania M. gościła córkę z Częstochowy, więc była to dla nas pierwsza okazja do jej poznania.

Grażyna D. już niestety wdowa od 12 lat, przyjechała do Malborka z córką Moniką K. i dwiema wnuczkami, Zuzią i Emilką. Wszyscy cieszyli się ze spotkania i poznania kolejnych członków rodziny. Ja także z uzupełnienia swojej bazy danych o rodzinie.
Po kilku godzinach rozmów wraz z ciocią Wandą K. wyruszyliśmy do Sztumu, do domu jej córki Andrzeliny S., gdzie mieliśmy umówiony kolejny nocleg. Zanim ruszyliśmy do „Luliszek”, trwały nocne rodaków – krewniaków rozmowy o losach rozrzuconej po świecie rodziny Rynkiewiczów. Spora jej część trafiła na Wybrzeże, i tu albo w Lubuskiem można by zrobić zjazd rodzinny Rynkiewiczów rodem z Krasnopola na Suwalszczyźnie. Taki wyjazd i spotkania integrujące rodzinę to przygotowania do podjęcia inicjatywy o ewentualnym zjeździe familijnym.
Następny dzień, wtorek 2 maja był dla naszych gospodarzy dniem roboczym. Wyjechaliśmy więc po śniadaniu w krótką, ledwie kilkunastokilometrową podróż do Nowej Wsi, gdzie z radością i kawą czekała nas ciocia Wanda K., matka Andrzeliny. Trasę wyrysowaną mieliśmy na kartce, ale na wszelki wypadek włączyłem GPS. Nie bez trudu wyszukałem Nową Wieś pod Sztumem, gdyż wsi o tej nazwie moje urządzenie pokazało aż 38. W domku pod lasem ciocia przywitała nas spodziewaną kawą i ciastem. Po obejrzeniu dosyć sporej posesji wróciliśmy do domu.

Spotkaliśmy tam wnuków cioci, Erika i Adama R., synów Stelli, drugiej z córek Wandy. Stelli w domu nie było, gdyż przebywała w szpitalu, lecząc kontuzje po niefortunnym upadku na podwórzu siostry. Wizyta u cioci Wandy trwała dosyć krótko, gdyż w sprawach rodzinnych byliśmy dogadani podczas zeszłorocznego spotkania u Andrzeliny.
Tego dnia mieliśmy odebrać z Czerska i zawieźć do Wschowy naszych amerykańskich przyjaciół; Marthę i TJ Stearów. Dobrze im było u krewniaków więc godzinę odbioru przesunęli na 17.00. Dało to nam szansę na zwiedzenie zamku krzyżackiego w pobliskim Malborku. Nie przeszliśmy całej trasy z przewodnikiem, bo trwało to zbyt długo, aż 3,5 godziny, ale widzieliśmy wystarczająco wiele, żeby mieć wyobrażenie o potędze zakonu krzyżackiego i obiektu w Malborku. Naszą grupę polskojęzyczną obsługiwał jeden z 300 przewodników, pracujących na zamku. Skupiał się on na ciekawostkach i faktach, które burzyły powszechny, utrwalony w Polakach (głównie przez dzieło Henryka Sienkiewicza i jego ekranizację) pogląd na zakon krzyżacki. W pewnym momencie pokazał np. wymalowane na ścianie herby rodowe krzyżaków, których większość nazwisk brzmiała bardzo po polsku. Uśmiechami kwitowali turyści te rewelacje.
Zgodnie z umową, na 17.00 byliśmy już w Czersku, skąd odebraliśmy amerykańskich gości. W dosyć przyzwoitym czasie, trochę po ogłoszeniu ciszy nocnej, byliśmy we Wschowie. W ten sposób zamknęliśmy program naszej podróży z genealogią w tle.

Szczudło, Szczudły, Szczudłów

Z oczywistych przyczyn, swoim nazwiskiem interesowałem się od zawsze, jego pochodnymi dopiero kiedy złapałem bakcyla genealogii. Dosyć szybko dowiedziałem się, że są w Polsce miejscowości nawiązujące do mojego nazwiska, wsie: Szczudły pod Ełkiem i Szczudłów koło Łodzi. Z ojczystych Sejn bliżej mi było na Mazury i Warmię, więc najpierw odkryłem Szczudły. Widziałem je na mapie a gdzieś około 2006 roku przejeżdżałem w pobliżu. Jadąc trasą z Augustowa do Ełku w pewnym momencie zauważyłem znak drogowy z napisem „Szczudły 2”.

W samochodzie było nas dwoje – ja i żona, więc uznałem że „Szczudły dwa” powinny się tutaj zatrzymać. Tak też zrobiliśmy. Nie byliśmy wtedy gotowi do zjechania z drogi i pokonania 2 km polnej drogi do wsi. Zadanie to odłożyliśmy na później, ale od ręki uwieczniliśmy znak drogowy na zdjęciu. Od 2007 roku firmuje ono moją stronę internetową http://www.szczudlo.eu
Kolejna okazja odwiedzenia wsi Szczudły pojawiła się dopiero w 2012 roku. Tym razem był czas na półgodzinne zatrzymanie i rozpoznanie sytuacji. Zjechaliśmy z asfaltu w piaszczystą drogę i po pokonaniu trasy 2 km byliśmy w Szczudłach. Swoje pytania o mieszkańców skierowaliśmy do sołtysa. Niestety rozczarował nas mówiąc, że nie ma tu i za jego czasów nie było nikogo z nazwiskiem Szczudło. Cóż było począć; zrobiliśmy parę fotek i w drogę.
Z czasem udało mi się nabyć książkę Grzegorza Białuńskiego pt. „Kolonizacja Wielkiej Puszczy (do 1568 roku – starostwa piskie, ełckie, straduńskie, zelkowskie i węgoborskie (węgorzewskie)”, Olsztyn 2002. Z tego opracowania oraz z Wikipedii wiem, że wieś Szczudły powstała bardzo dawno temu w ramach kolonizacji południowych i wschodnich terenów państwa Zakonu Krzyżackiego.

Wieś Szczudły  w gminie Kalinowo. 

Źródła podają, że wieś została założona w 1473 roku. Komtur ryński J.Ramung v. Rameck nadał Andrzejowi Raczce (Retzke) 8 włók na prawie magdeburskim z obowiązkiem pół służby zbrojnej. Kilka lat później, w 1479 roku wieś Szczudły występuje w wykazie bartników i rybaków z prokuratorii ełckiej.
W 1552 roku mieszkańcy wsi otrzymali następne 15 włók. W roku 1895 wieś, której nazwa do 1926 roku brzmiała Sczudlen, potem do 1945 Georgsfelde, liczyła już 18 gospodarstw o łącznej powierzchni 320 ha. W liczbie 136 mieszkańców było 9 Niemców, 126 Mazurów i 1 Polak. Wszyscy byli ewangelikami. U progu II wojny światowej, w 1939 roku było tam 96 mieszkańców w 18 domach. Gospodarstw rolnych 12.
Od 1945 roku wieś Szczudły zasiedlali mieszkańcy pobliskiej Suwalszczyzny, osadzeni wśród trzech rodzin autochtonów uważających się za Niemców. Dane z roku 1978 wykazują już tylko 32 mieszkańców i 7 gospodarstw. Przez 6 kadencji sołtysem wsi Szczudły był Antoni Bielski.
W latach 1975- 1998 wieś Szczudły przynależna była do województwa suwalskiego, aktualnie jest w warmińsko – mazurskim, powiecie ełckim, gminie Kalinowo.
Do wsi Szczudłów położonej w gminie Łowicz, powiecie łowickim, województwa łódzkiego, jeszcze nie udało mi się dotrzeć. Przejeżdżałem tuż obok kilkakrotnie ale pośpiech nie pozwolił na zatrzymanie i wywiad z sołtysem. Nie tracę jednak nadziei, że kiedyś to się uda. Raport na ten temat z pewnością pojawi się na blogu.

Kazimierz Rynkiewicz – pierworodny syn Szymona i Agnieszki Kiemskiej

Tagi

, ,

Kazimierz Rynkiewicz był najstarszym synem Szymona i Agnieszki Kiemskiej. Urodził się prawdopodobnie w Wiłkokuku w parafii berżnickiej, czego nie można potwierdzić, gdyż nie udało się odnaleźć żadnych dokumentów świadczących o jego miejscu urodzenia. Później wraz z rodzicami i bratem Józefem przenieśli się do Żłobina. Około 1795 roku Kazimierz poślubił Helenę z Miszkielów. Na podstawie zachowanych zapisów metrykalnych można przypuszczać, że żona Helena pochodziła z Jeziorek. Tam mieszkali i tam rodziły się ich dzieci: Kazimierz, Ignacy, Józef, Karol i Ewa. Przy życiu pozostał jedynie najstarszy Kazimierz, natomiast Jakub zmarł kiedy miał 8 lat, Józef 2 lata a o Karolu i Ewie nie ma żadnych informacji, prawdopodobnie zmarli bardzo wcześnie.

Z Jeziorek rodzina przeniosła się do Żłobina. Trudno określić rok, w którym to nastąpiło, jednak pewne jest, że ich jedyny potomek, najstarszy Kazimierz był mieszkańcem Żłobina kiedy zawierał związek małżeński w 1820 roku. Matka Kazimierza, Helena z Miszkielów zmarła w 1829 roku w Żłobinie. W akcie zgonu Heleny odnotowano, że pozostawiła męża Kazimierza Rynkiewicza, wyrobnika i syna Kazimierza. Niestety nie zachowała się metryka zgonu seniora Kazimierza. Junior Kazimierz Rynkiewicz mając 27 lat ożenił się z Cecylią Możejko z Krasnopola, wnuczką Kaspra (pisownia oryginalna) Możejki osiedlonego w 1771 roku w Krasnopolu na ulicy Wygierskiej. Małżonkowie doczekali ośmiorga dzieci. Tylko dwóch synów, Bartłomiej i Adam dożyło wieku dorosłego i założyło własne rodziny. Pozostałe rodzeństwo zmarło w wieku dziecięcym. Kazimierz Rynkiewicz ojciec, jak też syn Kazimierz byli wyrobnikami w Żłobinie czyli nie mieli gospodarstwa. Być może senior Kazimierz powrócił do Żłobina na gospodarstwo rodzinne, kiedy jeszcze żył jego ojciec Szymon. W metryce zgonu zapisano, że Szymon Rynkiewicz zmarł będąc gospodarzem w domu pod Numerem 7. W aktach zgonu dzieci Kazimierza i Cecylii, Piotra Ignacego i Tomasza odnotowano iż zejście ich nastąpiło w Żłobinie w domu Nr 7 czyli w tym samym, gdzie mieszkał Szymon. Był to rok 1824, cztery lata po śmierci Szymona. Następnie od 1825 roku w metrykach były już zmieniające się numeracje domów. Można sądzić, że nie mieli stałego zamieszkania, a mieszkali kątem u innych gospodarzy i tam byli wyrobnikami. Los dalszych pokoleń pozostał podobny, również byli wyrobnikami. Powstaje pytanie, czy po śmierci seniora rodu Szymona Rynkiewicza, niegdyś zamożnego gospodarza w Żłobinie, coś się popsuło w relacjach rodzinnych między jego potomkami? W sumie w Żłobinie na gospodarstwie pozostali jedynie synowie Szymona, Józef i Franciszek. Ich brat Benedykt z żoną Agatą z Rydzewskich początkowo był gospodarzem w Żłobinie, pełnił nieznaną już dziś funkcję nadsołtysa. Niestety w późniejszym okresie ani on, ani jego syn Hilary Paweł nie byli gospodarzami, byli wyrobnikami w Żłobinie i w Krasnopolu. Syn Hilarego Pawła, wnuk Benedykta i Agaty z uwłaszczenia otrzymał niewielki kawałek gruntu, być może był to kawałek przydomowego ogródka. Tak samo było z Kazimierzem i jego potomkami. Byli wyrobnikami, najpierw w Żłobinie, później w Krasnopolu. Kazimierz Rynkiewicz, syn Kazimierza zmarł w Żłobinie w 1851 roku. Miał wówczas około 54 lat, był szynkarzem, jego żona pozostała wdową przez 17 lat, zmarła w Krasnopolu jako wyrobnica mając około 75 lat. Bartłomiej i Adam Rynkiewiczowie byli trzecią generacją od Szymona Rynkiewicza. Ich dzieci czyli czwarta generacja, rodzili się w Krasnopolu, jednak byli już ostatnią w krasnopolskiej parafii. Bartłomiej Rynkiewicz będąc kawalerem ożenił się z Magdaleną Lisiewicz, córką krasnopolskiego szewca urodzonego w Przemyślu. Będąc małżeństwem, przez około 12 lat mieszkali w Żłobinie, później przenieśli się do Krasnopola. Byli również wyrobnikami. Ostatnią zapisaną informacją z krasnopolskiej parafii jest metryka urodzenia i chrztu ich najmłodszego syna Walerego, z grudnia 1861 roku. Dalszy los jest nieznany. Na pewno opuścili Krasnopol i parafię, jednak jak na razie nie natrafiłam na ich kolejne miejsce zamieszkania. Zapisy w metrykach odnotowały, iż rodzina ta nie utrzymywała bliższego kontaktu z potomkami Józefa i Franciszka Rynkiewiczów ze Żłobina, jedynie raz ojcem chrzestnym syna Bolesława był Jan Rynkiewicz z linii rodowej Benedykta i Agaty Rydzewskiej.

Akt ślubu Adama Rynkiewicza syna Kazimierza i Cecylii Możejko. 

W najbliższym kontakcie pozostawał ze swoim bratem Adamem, który ożeniony z Teofilą Rupińską z Krasnopola początkowo mieszkał w Krasnopolu, był zagrodnikiem, wyrobnikiem a następnie dostał od losu nową szansę. Został szynkarzem w Kopcu, gdzie funkcjonował w latach około 1863 – 1866, poczym ponownie powrócił do Krasnopola, był już gospodarzem. Z ich małżeństwa urodziło się pięcioro dzieci; cztery córki- Dominika, Michalina, Karolina i Weronika oraz syn Adam. Przy życiu pozostały dwie córki: Dominika i Michalina. Teofila Rynkiewicz była miejscową akuszerką, odbierała porody wiejskich kobiet.

Kościół parafii Przemienienia Pańskiego w Krasnopolu, w którym chrzty, śluby i pogrzeby miało większość Rynkiewiczów z Sejneńszczyzny. 

Zachowała się metryka, w której to odnotowano. Przy tej okazji warto wspomnieć o roli akuszerki zwanej też połogową. Mimo że czasy były trudne, bez opieki medycznej, na wsiach były kobiety, które w swojej społeczności przyuczone przez doświadczone babki, świadczyły swą pomoc przy porodzie. Kiedy dziecko się urodziło, ojciec wraz ze świadkami zgłaszali dziecko do chrztu. W tym przypadku w metrykach nie wymieniano akuszerki, natomiast kiedy rodziło się dziecko kobiety niezamężnej lub ojciec nie był obecny, z różnych powodów, wówczas dziecko wraz ze świadkami zgłaszała akuszerka- połogowa i wtedy z imienia i nazwiska została zapisana w metryce. Dzięki temu w zapisach metrykalnych zachowała się informacja o akuszerkach.
Dalszy los Adama i Teofili jest nieznany, metryki ksiąg krasnopolskich milczą, a inne nie odkryły jeszcze swoich kart. Być może gdzieś daleko żyją ich potomkowie, o których na razie nic nie wiadomo.

Opracowała Lucyna Panasewicz z Rydzewskich z Krasnopola na podstawie metryk AP Suwałki

Rekordziści

Tagi

, , ,

W genealogicznej bazie danych mam już 2406 osób (stan na 30.03.2017 r.) powiązanych ze sobą stosunkiem pokrewieństwa lub powinowactwa. Są w tym gronie osoby zmarłe i żyjące, z kraju i z zagranicy. Wszystkich łączy rodowód z Sejneńszczyzny. Dominuje w nich rodzina Buchowskich, zapoczątkowana przez Antoniego (ok. 1769- 1847), który w erze napoleońskiej przybył pod Sejny ze wsi Gudynie koło Mariampola, na terenie dzisiejszej Litwy. W swoim wykazie naliczyłem dziś 268 osób (8 pokoleń), które urodziły się z nazwiskiem „Buchowski”, „Buchowska”.

Na zdjęciu powyżej: gliniany budynek gospodarczy Buchowskich w Łumbiach.

W rodzinie tej, ale również i w całej mojej bazie danych genealogicznych najbardziej płodny okazał się Jan Buchowski, syn Stanisława Kazimierza (1831- 1899) i Ewy Sidor (1836- 1908), który doczekał się aż 15 potomków. Jan urodził się 6 maja 1859 roku i był drugim z kolei z siedmiorga dzieci Stanisława i Ewy, ale także drugim z ich czterech synów. Urodził się we wsi Gawieniańce – głównej siedzibie rodziny sejneńskich Buchowskich. Po ślubie z Rozalią Soroko, który odbył się w kościele katedralnym w Sejnach 14 stycznia 1886 roku Jan przeprowadził się do Łumbii. Była to ledwie kilka kilometrów dalej położona wieś, miejsce pochodzenia jego małżonki Rozalii Soroko. Rozalia, córka Wincentego i Rozalii Kabelowicz urodziła się 6 stycznia 1869 roku czyli w chwili zamążpójścia miała ledwie 17 lat i z pewnością nie przypuszczała jakie życiowe wyzwania ją czekają.
Na swoje pierwsze dziecko Jan i Rozalia musieli czekać aż półtora roku. Pierworodnym był Stanisław, który uszczęśliwił rodziców 24 czerwca 1887 roku. Był jednym z ośmiu synów swoich rodziców. Pierwsza z siedmiu córek Buchowskich po matce nazwana Rozalią, urodziła się jako trzecie z kolei dziecko, 10 października 1889 roku.
Piętnaścioro dzieci Jana i Rozalii rodziło się w ciągu 24 lat (1887- 1911), a więc średnio co 1,6 roku. Część z nich umierała młodo, co w ówczesnych czasach było nagminne. Nie było czymś bardzo wyjątkowym, ale z pewnością warte odnotowania to, że gdy któreś dziecko umierało, jego imię dawano kolejnemu. W ten sposób mamy na liście dwóch Józefów i dwóch Janów. Pierwszy z Józefów urodził się jako ósme dziecko Jana i Rozalii- w marcu 1900 roku. Drugi Józef, będąc piętnastym, ostatnim dzieckiem – w lutym 1911 roku. Podobnie było z Janami; pierwszy ur 9 lipca 1888 roku, drugi – 15 lutego 1904 r. Przypadek z Janami burzy jednak teorię, że to samo imię dawano ponownie następnemu dziecku, dopiero i tylko wtedy gdy zmarło pierwsze. Nasz Jan „pierwszy” żył do 1973 roku, podczas gdy jego młodszy brat, też Jan, nazwijmy go „drugim”, zmarł po 8 miesiącach życia, w listopadzie 1904 roku.

Metryka ślubu Jana Buchowskiego z Rozalią Soroko.

Dzieci Jana i Rozalii:
1/ Stanisław Antoni (1887- 1887),
2/ Jan (1888- 1973),
3/ Rozalia (1889- 1983),
4/ Anna (1891- 1899),
5/ Marianna (1893- 1982),
6/ Franciszek (1896- 1896),
7/ Agata (1897- ?),
8/ Józef (1900- 1900),
9/ Antoni (1901- 1901),
10/ Teofila (1903- 1903),
11/ Jan (1904- 1904),
12/ Wincenty (1905- 1990),
13/ Aniela (1907- 1907),
14/ Wiktoria (1909- 1909),
15/ Józef (1911- 1993).

Szymon Rynkiewicz ze Żłobina – Senior Rodu

Tagi

, ,

 

 

Szymon Rynkiewicz jest protoplastą wielkiego rodu Rynkiewiczów w parafii krasnopolskiej. Nie wiadomo, gdzie się wszystko zaczęło, gdzie się ów senior urodził, skąd pochodziła jego żona Agnieszka Kiemska? Ciekawości tej jak na razie nie udało się zaspokoić i prawdopodobnie temat będzie ciągle powracał. Może w przyszłości los odkryje pożółkłe karty historii Wielkiego Księstwa Litewskiego i pozwoli na uzupełnienie tego co nurtuje od dawna. Dzięki temu, że zachowały się metryki od 1808 roku z parafii Krasnopol, Sejny, Berżniki udało się odtworzyć historię tego rodu dość dokładnie.

img_0888

Na zdjęciu; Andrzej Szczudło przy tablicy miejscowości (2016 r.)

Szymon Rynkiewicz początkowo mieszkał w Wiłkokuku w parafii Berżniki. Był tam gospodarzem i w Wiłkokuku urodziło się trzech lub dwóch synów: Kazimierz, Józef i być może Antoni. Później około 1774 roku przeniósł się z rodziną do Żłobina, wsi założonej w 1774 roku, należącej do Klucza Pomorskiego z dworem Pomorze i miastem Krasnopol. W 1780 roku Żłobin zamieszkiwało 9 gospodarzy. Zachowany z tego roku spis przedstawia usiew zbóż poszczególnych gospodarzy. Szymon Rynkiewicz nie wyróżnia się szczególną wielkością zasiewanego zboża na tle miejscowej społeczności.

usiew-zboz_zlobin-1780-r

W Żłobinie urodzili się kolejni synowie Szymona: Jakub – ok. 1776 roku, Benedykt w 1780, Wincenty 31.01.1784 r, Szymon – około 1790 roku i Franciszek około 1795 roku. Z ośmiorga dzieci Szymona i Agnieszki, tylko o Antonim nie ma żadnych informacji, być może umarł przed 1792 rokiem, ponieważ w spisie tego roku nie wymienia się go jako współmieszkańca. Bardzo skromna informacja dotyczy również kolejnego syna Szymona, o którego istnieniu świadczą dwie metryki. Jedną z nich jest spisany akt małżeństwa mieszkanki Żłobina Katarzyny Kalinowskiej, w którym wymienia się Szymona Rynkiewicza jako świadka mającego 25 lat. Kolejna metryka jest ostatnią z jego życia; to akt zgonu. Żył 82 lata, zmarł w Żłobinie w 1872 roku. Prawdopodobnie nie był żonaty, może z powodu powstańczych i wojennych zawieruch lub służby w carskim wojsku. Jego zgon zgłosił Stefan Rynkiewicz, wnuk  Franciszka Rynkiewicza – rodzonego brata Szymona. Pozostali synowie pozakładali rodziny. Senior Rodu Rynkiewiczów ze Żłobina, Szymon dożył sędziwego wieku. Zmarł w Żłobinie 23 grudnia 1820 roku w domu pod numerem 7. W akcie zgonu zapisano, że miał 90 lat, co chyba określono niezbyt trafnie. Analizując dostępne metryki można rzec, że w chwili zejścia miał około 80 lat. Jego żona Agnieszka z Kiemskich prawdopodobnie zmarła około 1819 roku. Metryka jej zgonu niestety nie zachowała się, może nawet nie została spisana.

zgon-szymon-rynkiewicz-1820-r-senior-rodu

Rodzina Szymona i Agnieszki była liczna, bogata w męskich potomków, w związku z czym ród rozrósł się a nazwisko przetrwało w różnych częściach świata do czasów obecnych. Najstarszy syn Kazimierz Rynkiewicz poślubił  Helenę z Miszkielów. Początkowo mieszkali w Jeziorkach, później w Żłobinie. Potomkiem Kazimierza i Heleny był syn Kazimierz z żoną  Cecylią Możejko. Małżonkowie mieszkali w Żłobinie. Pozostawili po sobie dwóch synów; Bartłomieja ożenionego z Magdalena Lisiewicz i Adama z żoną Teofilą Rupińską. Być może obaj z rodzinami wyemigrowali. Drugi syn imieniem Józef pozostał na gospodarstwie w Żłobinie. Najpierw był żonaty z Teresą z Pachutków, a po jej śmierci z Maryanną Frąckiewicz. Linia rodowa bardzo duża, związana ze Żłobinem ale też z emigracją do USA. Kolejny syn – Jakub mieszkał z żoną Agatą Myszczyńską w Orzechowie i tam zmarł. Jego syn Wincenty z żoną Teresą z Grochowskich początkowo mieszkał w Orzechowie, później przeniósł się do wsi Nowosady w Parafii Święto Jeziory (obecnie Litwa). Tam pozostały jego dzieci i następne pokolenia. Trzy córki Jakuba wyszły za mąż, pozostały w parafii krasnopolskiej. Następny syn Szymona i Agnieszki, Benedykt poślubił Agatę Rydzewską z Krasnopola, z którą mieszkał w Żłobinie. Z licznego potomstwa wieku dorosłego dożyło trzech synów i jedna córka.  Syn Jan Benedykt  ożeniony z Magdaleną Grochowską mieszkał w Żłobinie, zmarł w wieku 25 lat. Wdowa Magdalena wyszła ponownie za mąż za Wincentego Sobolewskiego. Z małżeństwa Jana Benedykta i Magdaleny pozostał jedynie syn Michał. Wychowywał się z ojczymem i być może przyrodnim rodzeństwem we wsi Nowosady w Parafii Święto Jeziory (obecnie Litwa). Będąc dorosłym mężczyzną zawarł małżeństwo z Franciszką Naumowicz z Jeziorek. Przez 17 lat mieszkali w Nowosadach, później przenieśli się do Iwanówki w Parafii Sejny. W Iwanówce zmarł Michał i syn  Franciszek. Z małżeństwa Michała i Franciszki pozostał jedyny syn Stanisław, który ożenił się z Franciszką Gałdzewicz z Radziuszek. Przez kilka lat mieszkali w Iwanówce, następnie przenieśli się do Stabieńszczyzny parafii sejneńskiej. W Stabieńszczyźnie zmarła żona Michała – Franciszka z Naumowiczów. O rodzinie niewiele wiadomo. Dwóch synów  prawdopodobnie wyemigrowało, a dwie córki pozostały w Polsce. Kolejny potomek Benedykta i Agaty to syn Jan Piotr, który ożenił się z Rachelą Krzywicką z Krasnopola i za sprawą ożenku tam zamieszkał. Z Jana Piotra i Racheli Krzywickiej powstał wielki ród „Rynkiewiczów Krasnopolskich”. Potomkowie Jana Piotra i Racheli w większości pozostali w Polsce, tylko nieliczni wyemigrowali do USA. Linia rodowa jest bardzo liczna, nie da się opisać w kilku zdaniach. Ostatni z synów Benedykta i Agaty, Hilary Paweł mieszkał w Żłobinie. Pierwsze małżeństwo zawarł z wdową Antoniną Namiotkiewicz z Kalinowskich, po jej śmierci z Wiktorią Sakowicz. Z obu małżeństw pozostał syn Jan, o którego losie nic nie wiadomo. Jedyna córka Benedykta i Agaty, Anna Rachela wyszła za mąż za Wincentego Milewskiego z Frącek. Tam mieszkali, tam rodziły się ich dzieci i tam zakończyli ziemską wędrówkę. Małżonkowie pozostawili po sobie synów i córki.

Agata Rynkiewicz z Rydzewskich zmarła w Żłobinie, Benedykt ożenił się z wdową Rozalią Bałuta z Milewskich, z którą przeżył 8 lat, zmarła w Żłobinie. Benedykt Rynkiewicz i 18. letni syn Stanisław zmarli w Krasnopolu w tym samym miesiącu i w tym samym roku, 1848.

Kolejnym męskim potomkiem Szymona i Agnieszki był Wincenty. Ożenił się z Katarzyną Szeszko urodzoną w Magdalenowie parafii wigierskiej a zamieszkałą w Jeglówku parafii krasnopolskiej. Małżonkowie mieszkali w Jeglówku. Spośród sześciorga dzieci pozostało w życiu dorosłym dwoje: syn Piotr Łukasz i córka Anna. Piotr Łukasz z żoną Urszulą Borkowską przedłużyli linię rodową w Jeglówku. Następnie ich synowie: Antoni i żona Benedykta Lipiec, Mikołaj i Julia Karłowicz mieli liczne potomstwo, córka Anna wyszła za mąż za Feliksa Karłowicza do Gremzdela. O losie ich dzieci jest mało informacji, wiadomo tylko tyle, że po Antonim i Benedykcie pozostał w Jeglówku syn Antoni z Honoratą z Bałutów a córka Teofila wyszła za mąż za Dominika Zaniewskiego z Jeziorek. Córka Teofili i Dominika, Bronisława dożyła starości, zmarła w Sejnach, syn Władysław zmarł również w sędziwym wieku w Jeglówku. Oboje zmarli w tym samym roku. Z małżeństwa Mikołaja i Julii z Karłowiczów najstarsza córka Wiktoria jako młoda dziewczyna wyemigrowała do USA. Tam wyszła za mąż za Antoniego Sosnowskiego emigranta z Krasnopola. Do dziś żyją w USA ich kolejne pokolenia. O pozostałych dzieciach jak na razie nie ma informacji i będą one przedmiotem dalszych poszukiwań. Najmłodszym synem Szymona i Agnieszki był Franciszek. Tak jak jego starszy brat, Józef pozostał na gospodarstwie w Żłobinie. Wraz żoną Agnieszką Popławską z Jeziorek doczekali licznego potomstwa. Przy życiu pozostał syn Jerzy i trzy córki: Franciszka, Benigna i Aniela. Na gospodarstwie w Żłobinie pozostał Jerzy z żoną  Rozalią z Fadrowskich z Krasnopola a jego następcą został Stefan Rynkiewicz i żona Magdalena z Sosnowskich.  Cztery córki Jerzego i Rozalii założyły rodziny. Franciszek Rynkiewicz żył 81 lat, jego żona 69. Oboje zmarli w Żłobinie.

lucyna1

Aby chociaż częściowo w miarę pozyskanej wiedzy przybliżyć historię Rynkiewiczów ze Żłobina postanowiliśmy wraz z Andrzejem Szczudło –  krewniakiem po Rynkiewiczach i Rydzewskich opisać kolejno linie rodowe synów Szymona i Agnieszki. Wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, będziemy dążyli do poszerzenia wiedzy. Ja osobiście nie poznałam nikogo z Rynkiewiczów wiedząc tylko z opowiadań dziadka i rodziców, że byli naszą rodziną, oczywiście po Maryannie Rynkiewicz, mojej prababci. Moim marzeniem od dzieciństwa było opracowanie genealogii rodu Rydzewskich. To  wszystko stało się za sprawą mojego dziadka Feliksa Rydzewskiego, który lubił opowiadać a ja go lubiłam słuchać. Marzenie o poznaniu genealogii rodu dojrzewało wraz ze mną i teraz staje się faktem. Dzięki rozwijającej się informatyce, metryki archiwalne stały się dostępne. Kiedy myślałam o podróży do Archiwum Państwowego w Suwałkach, przez przypadek natrafiłam na zasoby AP online. Szybko odnalazłam tam Parafię Krasnopol, nie mogłam wprost uwierzyć, że marzenie się spełni. Poświęciłam już kilka lat, niezliczone godziny mrówczej pracy do później nocy, wyprawy do AP w Suwałkach, szukanie grobów na cmentarzach w Krasnopolu. Kiedy „na skróty” odnalazłam metrykę zgonu seniora rodu Andrzeja Rydzewskiego, ze wzruszenia płakałam, prawie całą noc nie spałam, byłam pod ogromnym wrażeniem, że widzę dokument pisany blisko dwa wieki temu. Byłam też zadowolona i wtedy pomyślałam jaka wielka szkoda, że nie ma rodziców i dziadków, którym mogłabym to wszystko opowiedzieć. Głęboko wierzę, że czuwają gdzieś tam nade mną, a myśli moje kierują na właściwe drogi poszukiwawcze.

 

Opracowała Lucyna Panasewicz z Rydzewskich z Krasnopola

 

 

Sielanka na wsi

Tagi

, , ,

Najwcześniejsze lata dzieciństwa kojarzą mi się z Oleckiem. Nasi rodzice po pięcioletnim mieszkaniu w Gołdapi spędzili tam 8 lat, najpierw z dwoma, a po urodzeniu Teodora w 1956 roku, z trzema synami. Ja byłem tym drugim (na zdjęciu w czapce w poprzeczne paski).

olecko

Jeszcze za czasów mieszkania w Olecku bywały wakacyjne wyjazdy do dziadków, Jana i Marianny Szczudłów, mieszkających w Zagówcu koło Sejn. W gnieździe rodzinnym Szczudłów, rodzice budowali swój dom. Dlaczego tam? Prawdopodobnie bardziej niż sentyment do ojcowizny liczył się fakt, że dziadek dał darmo działkę i drewno z prywatnego lasu. W budowie domu uczestniczyliśmy również my, dzieci. Z tego co pamiętam, miałem wtedy poczucie robienia czegoś ważnego, a nawet bycia prawie dorosłym. Faktyczna pomoc sprowadzała się jednak do przenoszenia dachówek czy innych niezbyt ciężkich materiałów potrzebnych na budowie.

andy-1963

Potem była wielka radość z poszerzonej z dnia na dzień przestrzeni do zabawy, z możliwości chodzenia po drzewach, zabawy w partyzanta itd. Nielekkie były początki w szkole. Kiedy dotarliśmy do niej, ja z moim starszym bratem Zdziśkiem, klasy były już zgrane, a my jako nowi uczniowie świetnie nadawaliśmy się do prześladowania. Już po usłyszeniu nazwiska nieformalny „przywódca stada” – klasowy lider Tadek Anzel zaproponował nam ksywkę, która przetrwała do końca szkoły. Do końca podstawówki w szkole „Pod Lasem”, jak ją nazywano, byliśmy Szczupakami. Dziś śmiejemy się z tego, ale wtedy za „Szczupaka” trzeba było często stawać do boju.

zagowiec-stary

W Gawieniańcach, których nasza część najpierw była Zagówcem, przeżyłem kilkanaście szczęśliwych lat dzieciństwa, wtedy określanego jako przegrane – ze względu na uciążliwe obowiązki domowe w nie zmechanizowanym gospodarstwie, dziś – wyjątkowe, biorąc pod uwagę bogactwo doznań. Dopiero po latach potrafiłem dopatrzyć się w swoim życiorysie elementów egzotyki. Można śmiało zaliczyć do nich fakt, że szkołę podstawową ukończyłem przy lampie naftowej, ucząc się przy jednym stole z braćmi, ale i z ojcem, który zaocznie uczył się w Technikum Ekonomicznym.

kazimierowicz-piotr

Temu „uczonemu gremium” zwykle towarzyszył siedzący w kącie wąsaty staruszek z fajką, Piotr Kazimierowicz (szwagier mojego dziadka Jana Szczudło). Zwykle nie udawało mi się, ale też i nie bardzo chciałem, odizolować się od jego barwnych opowieści o czasach przed wojną, przeżywanych po części na Litwie, po części w granicach Rzeczpospolitej. Były też kawały o Żydach, w których zawsze dostawało im się od bardziej przebiegłych Polaków. Kiedy kupiliśmy radio, zasilane ze specjalnej, dużej baterii, dziadek Piotr (na zdjęciu obok) czas spędzał na słuchaniu Wolnej Europy, ale i stacji litewskich. Pamiętam jak tłumaczył nam ciekawsze kawałki z rozrywkowej audycji rozgłośni wileńskiej „Sawukas wakaras” (Sobotni wieczór). Chociaż każde przyjście dziadka na tzw. posiaduszki kończyło się pozostawieniem na podłodze sporej kupki popiołu wysypanego z fajki, jego obecność umieliśmy docenić.

Rzadka już w owych czasach na terenie PRL egzotyka domu pozbawionego prądu elektrycznego skończyła się w roku 1968, kiedy na pola wkroczyli geodeci wyznaczający miejsca dla postawienia słupów elektrycznych. Około dwumetrowy dół pod betonowy słup musiał wykopać właściciel pola, na którym słup został zaplanowany. Takich słupów było na naszych polach kilka. Miałem wtedy 14 lat i świetnie nadawałem się do tej pracy. Nie była to wielka męka, bo gleba piaszczysta, a i nadzieja na rewolucyjne zmiany dodawała sił. Wkrótce po zainstalowaniu „lekstryki” – jak mówił dziadek Jan Szczudło, który oporem stawał przed elektrykami i pozwolił założyć w swoim drewnianym domu tylko minimalną ilość żarówek i gniazdek, we wsi pojawił się pierwszy telewizor. Właścicielami była rodzina Pieczulanisów, którzy szybko zrozumieli, że dla dobra stosunków międzysąsiedzkich telewizor „musi” być też dostępny i dla innych. Chodziło się tam jak do kina; były rzędy ławek i nieuchronny w takiej sytuacji … udział w życiu tamtej rodziny. Jako dzieci, w podwójnym kinie czyniliśmy życiowe obserwacje, co pikantniejszymi kawałkami dzieląc się z kolegami. A było czym się dzielić, bo przez rodzinę tę przetoczyło się kilka wątków żywcem z „Cichego Donu” – miłość, zazdrość, podpalenia budynków itp. Z tamtych lat pamiętam serial o dr Ewie.

andy1972

Naukę w szkole średniej, LO nr 19 w Sejnach, rozpocząłem już jako zelektryfikowany obywatel PRL. W szkole szło mi nieźle, chociaż gorzej niż w podstawówce. Przeszkodą było m.in. i to, że kosztem wielu wyrzeczeń całej rodziny, rozwijało się gospodarstwo rolne.

Musieliśmy w tym uczestniczyć. Pamiętam częsty obraz powrotu ze szkoły; mama stoi w drzwiach i pogania do jedzenia obiadu. „Podtekst” miała w drugiej ręce; stare portki do przebrania, gdyż natychmiast po obiedzie trzeba było iść do pracy w gospodarstwie. Dopiero wieczorem, zmęczony miałem szansę zasiąść do robienia lekcji.

W takich wiejskich klimatach żyłem 11 lat i chociaż stanowi to tylko 18% mojego czasu życia, wiem że były to lata najważniejsze, lata formacji osobowości młodego człowieka.

Andrzej Szczudło

Wiktorya Rynkiewicz, polska emigrantka z Jeglówka

Tagi

, , ,

wiktoria

W opisanej wcześniej genealogii Sosnowskich z Krasnopola wymienia się żonę Antoniego Sosnowskiego – Wiktoryę z Rynkiewiczów (patrz: foto obok) poślubioną w 1911 roku w USA. Kim była Wiktorya?

Jej korzenie rodowe sięgają protoplasty rodu Szymona Rynkiewicza (1740- 1820) i Agnieszki Kiemskiej ze Żłobina parafii Krasnopol. Pochodziła z linii rodowej syna Szymona – Wincentego Rynkiewicza i Katarzyny Szeszko. Wincenty był szóstym dzieckiem i szóstym synem. Urodził się 31 stycznia 1784 roku w Żłobinie, ochrzcił go ks. Teofil Wróblewski – pierwszy proboszcz parafii Krasnopol.

Mając 28 lat Wincenty Rynkiewicz wziął za żonę Katarzynę Szeszko, pannę mającą lat 18, urodzoną w parafii wigierskiej (wcześniej Magdalenowo) a zamieszkałą z rodzicami we wsi Jeglinówek parafii krasnopolskiej. Ślub odbył się 22 listopada 1812 roku w Krasnopolu. Małżonkowie po ślubie zamieszkali w Jeglinówku i tam urodziło się sześcioro dzieci: Piotr Łukasz, Sylwester, Wiktorya Rozalia, Anna, Ewa i Magdalena Katarzyna. Tylko dwoje z nich, Piotr Łukasz i Anna, założyli własne rodziny. Sylwester zmarł mając 4 lata, Ewa 2 lata, Wiktorya Rozalia mając 40 lat i Magdalena Katarzyna – 33 lata. Dwie ostatnie pozostały niezamężne i zmarły w tym samym roku. W trzy lata po urodzeniu najmłodszego dziecka, zmarła Katarzyna Rynkiewicz z Szeszków. Osierociła czworo małoletnich dzieci. Miała wówczas 34 lata.

Owdowiały Wincenty podobno wkrótce zawarł kolejne małżeństwo, z nieznaną z nazwiska Małgorzatą. Nie ma w krasnopolskich metrykach ich aktu ślubu a także w akcie zgonu Małgorzaty nie odnotowano nazwiska rodowego. Nie ma również narodzin dzieci z tegoż małżeństwa. Prawdopodobnie Wincenty i Małgorzata wychowywali dzieci z pierwszego małżeństwa. Wincenty Rynkiewicz żył 67 lat, był gospodarzem, jego żona Małgorzata, jak podano w metryce zgonu, miała lat 80, zmarła jako wdowa wyrobnica. Oboje zmarli w 1851 roku. Jeszcze za życia Wincentego i Małgorzaty Rynkiewiczów, ich dzieci Anna i Piotr Łukasz założyli rodziny. Osiemnastoletnią Annę poślubił Józef Ślimkowski z Jeglówka. Piotr mając 29 lat zawarł związek małżeński z 21. letnią Urszulą Wiktoryą Borkowską urodzoną w Czarnej Buchcie, wsi położonej w pobliżu Jeglówka, a zamieszkałą w Żubronajciu. Zaślubiny odbyły się w Krasnopolu. Małżonkowie przez cały czas mieszkali w Jeglówku. Doczekali tam licznego potomstwa tj. dziewięciorga dzieci: czterech córek i pięciu synów. Rodzina liczna, ale niewiele wiemy o losach wszystkich dzieci. W księgach metrykalnych powstała luka wskutek sytuacji po powstaniu styczniowym i represji carskich. Zachowane metryki poświadczają jedynie, że troje dzieci małżonków Piotra Rynkiewicza i Urszuli Borkowskiej pozostało w parafii Krasnopol. Syn Antoni ożenił się z Benedyktą Lipiec z Jeglówka i tam pozostali na gospodarstwie aż do swojej śmierci, drugi syn Mikołaj ożenił się Julią Karłowicz z pobliskiego Gremzdela i również pozostał w Jeglówku a córka Anna wyszła za mąż za Feliksa Karłowicza, brata rodzonego Julii Karłowicz, do Gremzdela. W Jeglówku pozostali, Antoni Rynkiewicz z małżonką Benedyktą z Lipców i Mikołaj z Julią Karłowicz, obaj byli gospodarzami, mieli liczne rodziny. Z małżeństwa Antoniego i Benedykty Lipiec urodziło się dziesięcioro dzieci; sześć córek i czterech synów, z których trzech zmarło bardzo wcześnie. Natomiast z sześciu córek tylko najstarsza Teofila wyszła za mąż, za Dominika Zaniewskiego z Jeziorek Małych. Syn Antoni ożenił się z Honoratą Bałutą ze wsi Boksze Nowe w parafii kaletnickiej i pozostał w Jeglówku aż do śmierci w 1971 roku. Córki Antoniego i Benedykty Lipiec, Stefania i Apolonia zmarły a o Kazimierze, Adeli i Józefie nic nie wiadomo. Mogły wyemigrować do Ameryki ale jak na razie nie udało się tego przypuszczenia potwierdzić.
Mikołaj Rynkiewicz i Julia Karłowicz mieszkali w Jeglówku, urodziło się im sześcioro dzieci.

rynk_wiktoria_1887

Najstarszym dzieckiem tej pary była Wiktorya, tytułowa bohaterka tego tekstu, która jako młoda dziewczyna ruszyła w wir wielkiej emigracji do USA. Z rodzeństwa Wiktorii wieku dorosłego dożyło dwoje z rodzeństwa, siostra Maryanna Pawlina i brat Ludwik, któremu przy chrzcie zmieniono nazwisko na Renkiewicz. Jak na razie nie odkryły się karty ich historii, mamy nadzieję że z czasem tak się stanie.

sosnowski_antoni_ur1881

Wiktorię Rynkiewicz, polską emigrantkę z Jeglówka poślubił w 1911 roku również polski emigrant Antoni Sosnowski z Krasnopola (jego metryka urodzenia powyżej). Małżonkowie doczekali czworga dzieci. Oboje zmarli w USA. Do dnia dzisiejszego żyją w USA ich potomkowie, między innymi wcześniej wspomniana przez Andrzeja Szczudło Karalee Jackman. Jej matka Joan Dorothy Flinders odwiedziła kraj swoich przodków, rodzinę swego dziadka Antoniego Sosnowskiego w Krasnopolu. Podróż i spotkanie opisała w książce pt. „The Life Story of Joan Dorothy Flinders” wydanej w 2013 roku. Niestety nie wspomniała o swojej babce Wiktorii z Rynkiewiczów. Być może w czasie pisania nie miała wiedzy genealogicznej o Rynkiewiczach z Jeglówka.
W opisanej historii Rynkiewiczów z Jeglówka przemiennie używa się nazwy Jeglinówek i Jeglówek. Prawdopodobnie dotyczy to jednej i tej samej wsi, wcześniej zwanej Jeglinówkiem a później Jeglówkiem.

targeo_krasnopol

Linia rodowa Wiktorii Rynkiewicz

Szymon Rynkiewicz (1740-1820) + Agnieszka Kiemska ->> Wincenty Rynkiewicz (1784-1851) + Katarzyna Szeszko (1794-1828) ->> Piotr Łukasz Rynkiewicz (1813-1890) + Urszula Wiktorya Borkowska (1821-1890) ->> Mikołaj Rynkiewicz (1859- 1920) + Julia Karłowicz (1859-1945) ->> Wiktorya Rynkiewicz (1887- 1973) + Antoni Sosnowski ( 1881- 1959) ->> Julia Helen Sosnowski (1917-1992) + James Henry Robertson (1916-1986) ->> Joan Dorothy Robertson + Nell J. Flinders.

Na podstawie dostępnych metryk  opracowała:

Lucyna Panasewicz z Rydzewskich z Krasnopola

Lider Dominik

Tagi

, ,

Na drzewie genealogicznym mam już ponad 2200 osób, powiązanych ze sobą więzami krwi i powinowactwa, w tym statystyczne 50% czyli 1100 mężczyzn. Jednak tylko trzech z nich wybrałem jako liderów rodzin. Są to Józef Rynkiewicz, Paweł Szczudło i Dominik Buchowski. Jakiś czas temu opisałem Józefa, nazywając go „samcem alfa”, usilnie pracuję już nad historią Pawła a teraz porcję ciepłych słów chciałbym przeznaczyć dla Dominika. Pisząc o swoich Buchowskich generalnie, wspomniałem kiedyś, że Dominik „był szczególnie zdeterminowany w budowaniu rodziny”. Koronny argument to jego trzy żony, co chyba nie zdarzyło się nikomu innemu na moim drzewie genealogicznym.
Dominik był jednym z czworga dzieci Antoniego, pierwszego Buchowskiego na Sejneńszczyźnie. Jako trzeci z kolei urodził się około 1818 roku w Radziuciach, w domu gospodarza Gausy, u którego kilkanaście lat mieszkał z żoną Krystyną z Pawłowskich i dziećmi jego ojciec Antoni Buchowski (1769- 1847).

 

buchowski_franc_1837

Z analizy metryk, jedynego dostępnego mi źródła wiedzy na temat tej rodziny, wynika, że już w wieku 18 lat czyli w roku 1836 Dominik Buchowski ożenił się ze starszą o 4 lata Antoniną Luty, panną z Półkot. W pełny rok po ślubie, w grudniu 1837 roku młodemu małżeństwu Buchowskich rodzi się syn Franciszek. W akcie chrztu (patrz: foto powyżej) ojciec dziecka Dominik figuruje jako gospodarz z Gawienianc, a sąsiedzi ze wsi Antoni Jakulanis i Marcella Jakulanisowa są chrzestnymi. Jakulanisowie, występujący w niektórych metrykach także jako Akulanisowie aby po latach stać się konsekwentnie Okulanisami, będę sąsiadami Buchowskich, a także powiązanymi przez małżeństwa przez 200 kolejnych lat.
Swoją pierwszą żoną Antoniną Dominik cieszył się niespełna półtora roku. Zmarła mu 3 kwietnia 1838 roku zostawiając męża z kilkumiesięcznym dzieckiem. Jednak swatowie nie zaspali, pomoc nadeszła szybko, już po półtora miesiąca. 20 maja 1838 r. młody wdowiec ożenił się ponownie, tym razem z Elżbietą Jachimowicz z Puniszek, podobnie nieszczęśliwą jak on, dwudziestoletnią wdową po Marcinie Pietranisie, z którym przeżyła w związku 2,5 roku. Drugie małżeństwo Dominika trwało 7 lat, w którym to czasie urodziło się dwoje dzieci. W sierpniu 1839 roku przyszedł na świat syn Wincenty, a w kwietniu 1845 – córka Agata. Elżbieta Buchowska zmarła przy porodzie Agaty. Jak wynika z metryk, w roku 1845 Dominik zostaje wdowcem po raz drugi z trojgiem małoletnich dzieci. Nie poddaje się jednak i już po trzech miesiącach żeni się po raz trzeci. Jego wybranką zostaje Katarzyna Soroka z Zaleskich. Trudno dziś wyobrazić jakich argumentów używał dwukrotny wdowiec z trójką dzieci aby namówić do małżeństwa młodszą o parę lat pannę? Niemniej stało się to faktem w rocznicę bitwy pod Grunwaldem, 15 lipca 1845 roku.

buch_domina_dzieci

W niedługim czasie po ślubie Dominik i Katarzyna Buchowscy przeprowadzają się kilka kilometrów dalej, do Łumbii. Od tego czasu po dziś dzień Łumbie są drugim po Gawieniańcach gniazdem rodziny Buchowskich. Nie jest wyjaśniona zagadka, skąd młoda para wzięła pieniądze na gospodarstwo; czy był to posag Katarzyny czy może potwierdza się tu zapamiętana w rodzinie opowieść o złotym skarbie przywiezionym przez Antoniego z wojny napoleońskiej? W nowym gnieździe uwitym w Łumbiach, z regularnością co 2- 3 lata rodzi się kolejnych 8 dzieci Dominika, sześciu synów i dwie córki, co zajmuje małżonkom 21 lat (od 1849 do 1868 roku). Żywotny jak mało kto Dominik przeżywa również swoją trzecią żonę, Katarzynę, która opuszcza go w czerwcu 1879 roku, kiedy najmłodsze z jej dzieci, syn Józef ma zaledwie 11 lat. Dominik żyje samotnie (nie znalazłem w metrykach żadnej informacji o czwartej żonie) jeszcze 14 lat. Umiera w Zaleskich, rodzinnej wsi swojej żony Katarzyny 9 października 1893 roku w wieku siedemdziesięciu kilku lat (nie jest znana data urodzenia – braki metryk). Zachowany we wdzięcznej pamięci swoich potomków, przeszedł do historii jako lider rodziny i założyciel tzw. łumbiańskiej linii Buchowskich.
Andrzej Szczudło

buch_janek

 

Na zdjęciu Jan Buchowski ze Skarkiszek k. Puńska, jeden z potomków Dominika Buchowskiego. Jego męska linia genealogiczna przedstawia się następująco:

Jan ur. 1953 Pius (1913- 1999) Józef (1886- 1918) Dominik (1857- 1936) Dominik (1818- 1893) Antoni (ok. 1769- 1847).

Sosnowscy z Krasnopola

Tagi

, ,

Historia rodu Sosnowskich w Krasnopolu zaczyna się na początku XIX wieku, kiedy to za sprawą ożenku osiedlili się tu Wojciech (1771- 1833) i Michał Sosnowscy (ok. 1772 – ?). Prawdopodobnie przybyli po 1792 roku, ponieważ w spisie mieszkańców miasta Krasnopol z tego roku nazwisko takie się nie pojawiło. Żoną Michała była Katarzyna Poźniak a Wojciecha Łucja Preczkajło, córka Pawła. Obie wybranki Sosnowskich pochodziły z rodzin, które osiedliły się na tych ziemiach tuż po założeniu Krasnopola. Wojciech Sosnowski urodził się w parafii Suwałki, ale niestety, w księgach metrykalnych nie zachowała się jego metryka urodzenia, którą dostarczył przed drugim ślubem. Informuje o tym jedynie skromny zapis w metryce ślubu. Wojciech Sosnowski z rodziną mieszkał w Krasnopolu przy ulicy Żłobiańskiej, a następnie przy Grodzieńskiej, natomiast Michał przy ul. Wysokiej. W 1812 roku pojawił się w Krasnopolu Antoni Sosnowski, który przybył tu również za sprawą ożenku, a urodzony był we wsi Brody parafii suwalskiej. Antoni mieszkał przy ul. Kalwaryjskiej, krótko bardzo, bo już w rok po ślubie zmarł. Być może Wojciech i Michał też pochodzili z tej samej wsi, jednak nie ma co do tego pewności. Oprócz Krasnopola rodzina o tym nazwisku zasiedlała również wieś Gremzdy Polskie w parafii krasnopolskiej. Potomkowie Sosnowskich z Krasnopola i z Gremzdów Polskich przetrwali do czasów współczesnych.

rynk_wiktoria1887

Akt urodzenia Wiktoryi Rynkiewicz

Z małżeństwa Wojciecha i Łucji urodziło się sześcioro dzieci, z których pięcioro zmarło dość wcześnie. Pozostała jedynie córka Dorota Franciszka. Kiedy miała 3 lata zmarła jej matka Łucja Sosnowska z Preczkajłów licząca około 40 lat. Wojciech ożenił się po raz drugi, z panną z Krasnopola, Zofią Kibisz. Z drugiego małżeństwa urodziło się troje dzieci: Maciej, Magdalena i Kazimierz Józef. Małżeństwo Wojciecha i Zofii trwało 12 lat i zakończyło się śmiercią Wojciecha, który miał wtedy około 62 lata. Pozostały po nim dzieci: Dorota – 15 lat, Maciej – 11, Magdalena – 9 i Kazimierz Józef – 6 lat. Nieznane są losy tej rodziny po śmierci ojca. Wiadomo tylko że Dorota, córka z pierwszego małżeństwa, była służącą w Krasnopolu. Kiedy miała 25 lat poślubił ją Jan Węgrzynowicz, młodzieniec z Krasnopola. Przez kolejne 12 lat Zofia Sosnowska z Kibiszów pozostała wdową, zmarła mając około 55 lat. W metryce zgonu odnotowano, iż utrzymywała się z pomocy dzieci, których pozostawiła troje. Jak widać nie uwzględniono czwartego dziecka, Doroty z pierwszego małżeństwa. Być może macocha i przyrodnie rodzeństwo traktowali ją „inaczej”. W chwili zejścia Zofii, dzieci Maciej i Magdalena mieli już założone własne rodziny, Kazimierz Józef ożenił się w dwa lata po śmierci matki.
Maciej Sosnowski żonaty z Franciszką Santor mieszkał w Krasnopolu. W małżeństwie przeżył 11 lat. Mając 31 lat zmarł. Pozostawił po sobie potomstwo. Jego owdowiała żona Franciszka z Santorów wyszła za mąż za Mateusza Nowela z Wysokiego Mostu.
Magdalena Sosnowska poślubiona przez Józefa Bogdanowicza z Frącek przeniosła się na gospodarstwo męża. W Krasnopolu pozostał Kazimierz Józef Sosnowski w dalszych metrykach zapisany jednym imieniem Józef. Nie ma wątpliwości, że dotyczy to jednej i tej samej osoby.

Józef Sosnowski w 1846 roku poślubił Magdalenę Annę Możejko, pannę z Krasnopola o rodowodzie najstarszych mieszkańców Krasnopola. Jako ciekawostkę należy dodać że w załączniku do aktu założenia Krasnopola odnotowano osiedlenie się pradziadka Magdaleny;
„Adnotacyja słobody objętej mieszczan krasnopolskich.
Primo z roku 1770 od dnia 24 Junii na placu rynkowym Antoni Suborniski, na placach ul. Rudomińskiej Daniel Czurkowski, Jerzy Sakowicz, Piotr Popowicz, Jan Rogowski, Bartłomiej Makarewicz i Stefan Preczkayło. Na placach ul. Sejneńskiej- Michał Grzędziński, Maciej Poźniak.
Secundo z roku 1771 od dnia 24 Junii na placach rynkowych Jan Chrapowicki, Maciej Krotoszyński, Maciej Januszkiewicz. Na placach ulicy Sejneńskiej Jerzy Kierszewicz, Stefan Rupiński, Józef Dyciewski, Wojciech Dyciewski, Marcin Poźniak. Na placach ulicy Wigierskiej Kasper Możeykanis….”
Prawdą jest, że w powyższym dokumencie rachmistrz Antonio Wołkowycki zniekształcił nazwisko pradziadka Magdaleny. Niezaprzeczalnie prawidłowo brzmiało ono „Możejko”, ponieważ w takiej wyłącznie wersji jest ono zapisane we wszystkich metrykach z późniejszych okresów.
Józef i Magdalena Sosnowscy mieszkali w Krasnopolu, byli gospodarzami. Z ich małżeństwa urodziło się dziesięcioro dzieci, które niestety umierały już w wieku dziecięcym. Przy życiu pozostało tylko dwoje, Adam i Teressa. To one założyły własne rodziny, Teressę poślubił Antoni Bazylewicz z Remieńkinia w parafii wigierskiej, natomiast Adam zawarł pierwszy związek małżeński z Franciszką Szymańską urodzoną w Remieńkiniu. Z pierwszego małżeństwa urodził się syn Józef, którego los nie jest znany do 1910 roku. Jego matka Franciszka zmarła po niespełna trzech latach małżeństwa. Adam Sosnowski został wdowcem i wtedy zawarł drugi związek z Dominiką Grzędzińską z Pawłówki parafii krasnopolskiej. Z tego małżeństwa urodziło się pięcioro dzieci, w tym Antoni, który jako dorosły mężczyzna wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Tam ożenił się z emigrantką z Jeglówka, Wiktoryą Rynkiewicz, córką Mikołaja i Julii Karłowicz. Małżonkowie doczekali potomstwa, tam też pozostali do końca swego życia. Dalsze losy tej rodziny opisane w genealogii linii rodowej Wiktoryi Rynkiewicz.

sosnowski_grave

Pomnik nagrobny Antoniego i Wiktoryi Sosnowskich

Druga małżonka Adama, Dominika z Grzędzińskich zmarła po 17 latach małżeństwa. Jego ponowne małżeństwo, trzecie z kolei zawarte z Teodorą Wiktoryą Mackiewicz doczekało czworga dzieci.
Powyższa genealogia została opisana na podstawie metryk do 1910 roku. Dalsze losy potomków Adama Sosnowskiego znane są jego bliższej rodzinie.

Lucyna Panasewicz, lucynapanasewicz@wp.pl

lucyna_panasewicz

Autorka powyższego opracowania, Lucyna Panasewicz urodziła się i wychowała w Krasnopolu, mieszka w Sokółce. Pochodzi z rodziny Rydzewskich, która w ciągu prawie 250 lat wspólnej historii kilkakrotnie kojarzyła się z Rynkiewiczami. Jest żoną, matką i babcią. Od połowy 2014 roku, kiedy przeszła na emeryturę, całkowicie oddana genealogii rodzin krasnopolskich, przede wszystkim Rydzewskich i Rynkiewiczów, ale także Daniłowiczów, Dawidowiczów oraz Izbickich.

Kuzynka Karalee odszukana

Tagi

,

W pogoni za Rynkiewiczami z całego świata, ufny w nieograniczone możliwości Internetu, gdzieś przed 2007 rokiem, trafiłem na Karalee Jackman z Utah, USA. Oczywiście miała polskie korzenie, oczywiście z Rynkiewiczów. Nie wiedzieliśmy jednak czy z naszych? Karalee prezentowała się jako idealna mama sporej gromadki dzieci, trzech chłopaków i dwóch dziewczynek. Zainteresowana fotografią, w 2008 roku uruchomiła stronę internetową, łączącą jej hobby z genealogią rodzinną.

dzieci-rynk


W trwającej kilka lat sympatycznej korespondencji poznaliśmy who is who, ale niestety nie znaleźliśmy dowodów na wspólnego przodka. Ze względu na hakerskie włamanie na moje konto pocztowe prowadzone w bezpiecznej z pozoru domenie yahoo.com, utraciłem wszystkie jej maile. W ten sposób w jednej chwili kontakt z potencjalną kuzynką został stracony. Bardzo ubolewałem nad tym, al nic nie mogłem zrobić. Pocieszałem się tym, że wykazałem roztropność drukując wcześniej niektóre z nich. Był tam jej adres, ale na moje zapytania z innego, nieznanego jej adresu nie odpowiadała. Może zawinił program antyspamowy, który pocztę od kontaktów spoza oficjalnego adreśnika odrzucał do spamu, myślałem. Niezależnie od tego, od czasu do czasu ponawiałem próby kontaktu. Ostatnio miało to miejsce przed rokiem, kiedy dzięki pomocy Lucyny Panasewicz wyjaśniła się relacja rodzinna Karalee z naszymi Rynkiewiczami. Od tego czasu mamy pewność, że to nasza daleka krewniaczka.

antoni-victoria-sosnowski-julia-and-joan

Babcią Karalee była Wiktoria Rynkiewicz (1887- 1973), która w 1911 r. w Connecticut wyszła za Antoniego Sosnowskiego (1881- 1959). Obojga widzimy na zdjęciu obok. Rodzice Wiktorii to Mikołaj Rynkiewicz (1859- 1920) i Julia Karłowicz (1858- ?). Amerykańscy potomkowie Wiktorii mało mieli informacji o rodzinie w Starym Kraju, ale przypuszczali, że pochodzi z Suwalszczyzny. W poszukiwaniu rodzinnych korzeni nie pomagało im to, że potomkowie nazwiska pionierki używali w wersji „Renkwicy” lub „Renkiewicy”. Dopiero w ostatnich latach odkryli, że oryginalna pisownia powinna brzmieć: „Rynkiewicz”. Mając takie dane podjęli energiczne działania w kierunku odszukania polskich krewniaków. W maju 2013 r. do Polski wybrała się matka Karalee wraz z jej siostrą. Wynajęły profesjonalnego genealoga, z którym odwiedziły Archiwum Państwowe w Suwałkach. Udało im się znaleźć tam metryki licznych członków rodziny, o których istnieniu do niedawna nie mieli pojęcia. Nie poniechali także próby spotkania ich w Krasnopolu i okolicach. Tak więc po latach wyjaśniły się losy rodziny z obu stron. Wątki amerykańskie są już opisane po angielsku i wkrótce na ich podstawie zamierzam podzielić się nimi z czytelnikami bloga.

Niezależnie od odkryć Amerykanów i ich wizyty w Polsce, na podstawie odszukanych metryk, tablice genealogiczne Wiktorii Rynkiewicz i Antoniego Sosnowskiego sporządziła Lucyna Panasewicz, dzięki czemu można było potwierdzić „podejrzenie” o pokrewieństwo sprzed lat. John J.Rynkiewicz z Bufallo pomógł ponownie nawiązać kontakt z Karalle Jackman. Tak więc wysiłkiem wspólnym kilku osób udało się odtworzyć nieznane wątki historii rodziny Rynkiewiczów z Krasnopola, zarówno te po polskiej jak i amerykańskiej stronie.

Andrzej Szczudło