Krewniak Starke z CIA

Tagi

, , , ,

Nazwisko Starke nie robi wrażenia na żadnym z członków mojej rodziny czy znajomych. Nie mając genealogicznej wiedzy o tej rodzinie trudno domyślić się, że przybrał je sobie na amerykańskie nowe życie urodzony w Lipowie Jan Stankiewicz (1877- 1955). Nie jest znane też, że ten Jan po przybyciu do Stanów w 1900 roku, ożenił się z Bronisławą Łabanowską (1887- 1977) z Łopuchowa pod Sejnami, wnuczką Tomasza (1835- 1889) i Floryanny Szczudło (1834-1900). Ślub dany był w 1904 roku w Shenandoah, Pensylwania. Para ta miała siedmioro dzieci; Nell (1905- 2001), Mary (1907- 2000), Edna (1909- 2013), John (1912- 2007), Irene (1915- 2007), Richard (1923- 1944) i Raymond (1925- 2013).

Najmłodszy z rodzeństwa Raymond Starke w skrócie zwany Ray’em, tak jak reszta dzieci Jana i Bronisławy, urodził się w Shenandoah, górniczym miasteczku w stanie Pensylwania. Z jakichś przyczyn pojawiało się tam wielu Polaków z Suwalszczyzny, o czym mogłem przekonać się w czasie pobytu na tamtejszych cmentarzach w 2014 roku.

Ray uczył się w szkole podstawowej w Shenandoah, a następnie poszedł do St. John’s College Annapolis Maryland, gdzie dostał się zajmując limitowane miejsce zabitego w 1944 roku na wojnie we Francji brata Richarda. Po zdobyciu wykształcenia wstąpił do CIA (Central Inteligence Agency) i jako pracownik agencji był wysyłany w różne miejsca pracy. Świadom ryzykowności swojej pracy, miał dobry zwyczaj listownego informowania rodziny o miejscu swojego aktualnego pobytu. Zgodnie z umową list miał być otwarty dopiero wtedy, gdy nie odzywał się przez dłuższy czas. Jedną z destynacji agenta Starke była powojenna Polska, dokąd trafił w ramach porozumienia z polskimi władzami. Jednak został zdemaskowany i bez wiedzy patronów z USA osadzony w areszcie. W tym czasie był w narzeczeńskim związku z córką ówczesnego ambasadora USA w Szwecji. Kiedy dłuższy czas do niej się nie odzywał, poprosiła o interwencję ojca, który wydobył więźnia z aresztu. W czasie pobytu w areszcie Ray nie przyznał się, że zna język polski. Wspominając później ten trudny czas jako coś niezwykłego opowiadał, że co rano wszyscy więźniowie rozpoczynali dzień od śpiewania pieśni „Boże coś Polskę”.

W okresie późniejszym, już w Ameryce Raymond Starke poznał Hortensję Lopez Lagudę (1920- 2010, fot. obok, źródło: Find A Grave), która pochodziła z Filipin. Ray został ostrzeżony przez władze agencji, że jeśli będzie chciał się z nią ożenić, musi zrezygnować z pracy w CIA, gdyż nie była obywatelką USA. Takie było prawo. Ray zdecydował się na małżeństwo z Filipinką kosztem pracy w wywiadzie, mimo że szefem był wówczas jego dobry kolega.

Konto Ray’a Starke na portalu Find A Grave. Zgodnie ze swoją wolą, pochowany przy rodzicach, z nazwiskiem rodowym ojca, Stankiewicz.

Hortensja Laguda przed Rayem miała już związek z Georgem Hodelem (1907- 1999), który był jednym z licznych podejrzanych w głośnej, szeroko opisywanej w amerykańskich mediach sprawie makabrycznego zabójstwa kelnerki Elizabeth Short znanej jako „Black Dahlia Murderer”. Hortensja miała z nim czworo dzieci. Rodzina Hortensji Laguda w Negros na Filipinach miała wielkie plantacje trzciny cukrowej. Ray z Hortensją założyli plantację na Florydzie. Kiedy ciągle jeździła tam i z powrotem na Filipiny, zostawiając czwórkę swoich dzieci mężowi (była na Filipinach senatorem), relacje małżonków się pogorszyły. Nie mógł sobie dać z tym rady, bo mimo że formalnie poza firmą, faktycznie nadal pracował dla CIA (w sumie 25 lat). W grudniu 1987 roku Ray rozwiódł się z nią i ożenił z Leilą Bray.

Swoim krewnym Ray zostawił dyspozycję, że chce być pochowany na cmentarzu w Shenandoah, przy rodzicach. Prosił o to swoją kuzynkę Isabelle. Zmarł w roku 2013 na Florydzie. W ceremonii pożegnalnej i pogrzebie na cmentarzu parafii Św. Stanisława w Shenandoah była najbliższa rodzina i kuzynka Isabelle. Żona Laila się nie pojawiła.

Tablica nagrobna pierwszej żony Ray’a Starke.

Na podstawie informacji Christy Shukaitis opracował Andrzej Szczudło

Wirtualna krewniaczka | Korzenie rodowe spod Sejn – Szczudłów, Buchowskich i Rynkiewiczów (wordpress.com)

Szukając emigranta… | Korzenie rodowe spod Sejn – Szczudłów, Buchowskich i Rynkiewiczów (wordpress.com)

Franciszek Okulanis

Tagi

, , ,

Dziś na moim blogu gościnny tekst dr Krzysztofa Skłodowskiego publikowany na Facebooku kilka miesięcy temu. Zamieszczam go z chęci popularyzacji historii życia szwagra mojego dziadka Stanisława Buchowskiego (1903- 1945). Jak się okazuje, wiele informacji tu zawartych jest nieznanych nawet dla wnuków Franciszka.

Franciszek Okulanis (1900- 1977).

Okulanis Franciszek, ur. 25 XII 1900 roku w Gawieniańcach w gminie Krasnopol, syn Tomasza i Anny (wnuk powstańca 1863 roku, który za udział w powstaniu przez 22 lata przebywał na Syberii). W czasie nauki „w szkole rosyjskiej” był trzykrotnie karany „za sprzeciw w braniu udziału w uroczystościach publicznych ku czci wszelkiego rodzaju imienin i tem podobnych rocznicach carskich jak i za namowę swych kolegów uczni Polaków do niebrania udziału w takowych manifestacjach”.

Dziadkowie (ze strony ojca), rodzice i rodzeństwo Franciszka Okulanisa.

Jako uczeń trzeciej klasy, za wypożyczanie polskich książek „z odziedziczonej po dziadku tajnej biblioteki”, odnalezionej i skonfiskowanej w wyniku rewizji w domu jego rodziców, został wydalony „z trzeciej klasy gimnazjum [w Suwałkach?]”, natomiast jego ojciec „tylko dzięki ofiarowaniu większej sumy pieniędzy jako łapówki uniknął więzienia”. Od 15 II 1918 roku współpracował z POW (nie złożył przysięgi). Jak wspominał, „gdy nadszedł rok 1918, gdy wici Polskiej Organizacji Wojskowej dotarły do Suwalszczyzny – nawiązuję kontakt z Tymczasową Radą Obywatelską [Okręgu Suwalskiego], zaciągam się do współpracy do walki o wyzwolenie okupowanej przez okupantów niemiecko-litewskich, składam datki pieniężne na rzecz Rady Obywatelskiej, na umundurowanie i uzbrojenie tworzącego się suwalskiego p.p., zakupuję broń, amunicję i granaty ręczne, które następnie jako ofiarę (30 karabinów ręcznych, 2.000 naboi i 200 granatów ręcznych) oddaję do komitetu P.O.W. Zbieram odzież i obuwie dla ochotników do W.P. itd itd.”. Był poszukiwany przez władze litewskie. Dwukrotnie zbiegł „spod gradu kul”. Jego ojcu Litwini grozili spaleniem zabudowań. 25 VII 1919 roku wpadł „w ręce 6 szowinistów litewskich” i został przewieziony do Łoździej, a następnie Kalwarii (w innym dokumencie podał, że do Mariampola). Dzięki pomocy komendanta „warty litewskiej Pietruszkiewicza (kolegi z ławy szkolnej z czasów rosyjskich)” udało mu się zbiec i po dwóch tygodniach przedrzeć na stronę polską. Po wyleczeniu zranionej nogi i dojściu do sił 19 X 1919 roku jako ochotnik wstąpił do 3 Batalionu Etapowego w Sejnach. „Po półtoramiesięcznej służbie z powodu odnowienia rany na nodze” został bezterminowo urlopowany i zwolniony ze służby.

Akt urodzenia Franciszka Okulanisa.

Po dojściu do zdrowia stanął przed komisją wojskowo-lekarską i „na usilną prośbę” 1 II 1920 roku został przyjęty do Wojska Polskiego „z poboru” i służył w 41 Suwalskim Pułku Piechoty. Awansował do stopnia plutonowego. Brał udział w walkach z bolszewikami podczas wyprawy kijowskiej, walkach odwrotowych, pod Radzyminem oraz walkach polsko-litewskich na Suwalszczyźnie oraz walkach z bolszewikami pod Lidą i Mińskiem. W czerwcu 1920 roku podczas walk nad Słuczą został ranny. 1 VII 1923 roku został zdemobilizowany. Powrócił do Gawieniańc. Pracował jako poborca gminny. Działał społecznie. Był organizatorem i prezesem oddziału Związku Strzeleckiego oraz referentem wychowania obywatelskiego. Zorganizował i był prezesem Koła Związku Rezerwistów RP. Był wiceprezesem Koła LOPP. Przez dwie kadencje był wybierany na sołtysa. Wchodził w skład Rady Gminy Krasnopol i pracował w komisji oświatowej, rolnej, drogowej, opieki społecznej i budowy szkół publicznych. Pełnił funkcję wiceprezesa Koła BBWR i był członkiem Rady OZN. Wchodził w skład komisji wyborczych podczas wyborów do sejmu i rady gminy. Był korespondentem ukazującego się w Warszawie pisma „Gospodarz Polski”. Od 1940 roku pod pseudonimem „Okoń” należał do ZWZ-AK. Był dowódcą drużyny w Placówce Sejny, następnie dowódcą plutonu Wojskowej Służby Ochrony Powstania w Rejonie Sejny, a w maju 1944 roku dowódcą WSOP Obwodu Suwałki AK. W listopadzie 1942 roku awansował do stopnia sierżanta, w 1943 roku starszego sierżanta i w sierpniu 1944 roku chorążego. Był szwagrem Stanisława Buchowskiego (ur. w 1903 roku, aresztowany przez Gestapo i uwieziony w Ragnecie gdzie zginął w 1945 roku). Po wojnie prowadził biuro pisania podań w Sejnach. Był żonaty z Władysławą z Buchowskich (1908–1976). Zmarł 21 lutego 1977 roku w Ełku. W 1936 roku jego wniosek o odznaczenie Medalem Niepodległości został odrzucony „z powodu braku pracy niepodległościowej”. Za działalność w konspiracji ZWZ-AK został odznaczony Krzyżem Walecznych (w 1943 roku), Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami (w maju 1944 roku).

Zdjęcie nagrobne Franciszka Okulanisa pochowanego na cmentarzu parafialnym w Sejnach.

Spotkanie przodków… w metryce

Tagi

,

Rzadko zdarza się taka okoliczność, aby w jednej metryce wymienionych było aż troje przodków. Mi przytrafiło się to przy okazji urodzin Stanisławy Polens, córki Teodora i Konstancji ze Szczudłów. Rzecz miała miejsce w roku 1884. Treść metryki wyjaśnia wszelkie okoliczności tej sprawy i relacje uczestników zdarzenia.

Metryka ur Stanisławy Polens 86/1884

Zagówiec. Działo się mieście Sejnach 15 maja 1884 roku. Stawiła się obecna przy rodach Marianna Szczudłowa 70 lat gospodyni zamieszkała we wsi Zagówiec w obecności Pawła Szczudło lat 80 gospodarza i Adama Szczudło 28 lat ogrodnika, obu zamieszkałych we wsi Zagówiec i okazali nam dziecko płci żeńskiej oświadczając że urodziło się ono we wsi Zagówiec 12 maja roku bieżącego o godzinie 10 wieczorem z Teodora Polensa lat 50 wyrobnika zamieszkałego we wsi Zagówiec a niestawiającego się z powodu pracy, oraz z jego ślubnej żony Konstancji ze Szczudłów liczącej 30 lat. Dziecku temu przy chrzcie świętym odprawionym dnia dzisiejszego przez księdza… Walentynasa dano imię Stanisława, a chrzestnymi byli Józef Rapczyński1 i Ludwika Laudańska.

Nawiązując do koligacji Szczudło – Polens wspomnę, że udało mi się ustalić linię ciągłą tej relacji aż do czasów współczesnych. Wzmiankowany w metryce Teodor Polens w metryce urodzenia został opisany jako Jan Teodor Polens. Był synem najstarszego znanego mi Polensa, Jana, kowala następnie ślusarza w Okmianach, który ożenił się z Luizą. Jej nazwisko rodowe odnotowane było w kilku wersjach; Wizgaitys, Wazgin, Wietort. Jej rzadkie w owych czasach imię Luiza w metryce urodzenia córki Pauliny zaistniało w opcji „Ludwika”, co może być błędem księdza lub wskazaniem jak ją powszechnie nazywano. Janowi udało mi się przypisać czworo dzieci; Jan Teodor 1834- 1904, Paulina 1837, Anna Julianna 1842 i Ludwik ok. 1852 r. Jan Teodor, w późniejszych metrykach nazywany tylko jednym imieniem (drugim) Teodor ożenił się z Konstancją Antoniną Szczudło, córka Pawła i Marianny Gorczyńskiej. Ślub odbył się w 1864 roku w Sejnach.

Para ta doczekała się sześciorga dzieci, Marianna 1867, Anastazja 1870, Leonard 1873, Rozalia 1881 i Stanisława 1884. Konstancja Polens z domu Szczudło, żona Teodora zmarła w 1888 roku, mając 48 lat. Być może ze względu na młode jeszcze dzieci, 4, 7, 11, 15 lat (dwoje dorosłych; 18 i 21 lat) Teodor po roku decyduje się na drugie małżeństwo. Jego wybranką zostaje wdowa po śmierci Antoniego Urbanowicza, Petronella Strzałkowska (w akcie zgonu Petronella Orzechowska?) z Olwity (dziś Litwa). Związek Teodora z Petronellą owocuje trójką dzieci; Wiktoria 1890, Aniela 1892 i Teofila 1894. Jan Teodor Polens umiera w Sejnach 1904 roku, zostawiając na świecie swoją liczną gromadkę dzieci, z których najmłodsze, Teofila liczy 10 lat.

Leonard Polens, syn Teodora w roku 1894 żeni się z Anną Gaus, córką Macieja i Ewy Pachutko. Mają troje dzieci; Józefa 1895, Wacława 1907 i Mariannę 1912. Związek Józefa z Bronisławą Raudonowicz z Zaleskich daje małżeństwu Polensów czworo dzieci; Eugeniusza 1933, Stanisława 1935- 2021, Józefa 1939 i Czesława 1948. Dla mnie jest to podwójne powiązanie, gdyż z Raudanowiczami mam już familijną łączność przez linię Buchowskich, mojej Mamy Jadwigi.

Lato 2021 – od lewej: Grzegorz Radzewicz i Andrzej Szczudło

Podobnie córka Stanisława Polensa i Zofii Draugialis, Bożena jest żoną Grzegorza Radzewicza, który przed laty był naszym sąsiadem w Zagówcu, ale i krewniakiem również przez Buchowskich. Anna Buchowska (1896- 1985) z Zaleskich była jego mateczną babką. Znany przeze mnie Henryk Polens ur w 1963 r., jeden z czterech synów Eugeniusza i Marianny Andruszkiewicz jest żyjącym w szóstym pokoleniu potomkiem Jana i Luizy.

Z przykrością muszę stwierdzić, że los Stanisławy Polens, której opisane w metryce przyjście na świat w 1884 roku spowodowało powyższe dociekania, nie jest mi znany. Publikując ten tekst mam jeszcze cichą nadzieję, że ktoś z krewnych się odezwie.

Najstarsza metryka w zbiorach autora- akt zgonu Augusta Polensa z 1818 r.

Transkrypcja metryki;

Roku 1818 dnia 16 miesiąca kwietnia o godzinie drugiej z południa przed Nami Wikarym Kościoła Sejneńskiego sprawującym obowiązki Urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Sejneńskiej Powiatu i Municypalności Sejneńskiej w Województwie Augustowskim stawili się Jan Polens kunsztu kowalskiego, liczący lat 28 ojciec zeszłego i Krzysztof Dzięcieliński kunsztu szewcowskiego liczący lat 30 sąsiad, w mieście Sejnach zamieszkali i oświadczyli Nam, iż na dniu 15 kwietnia roku bieżącego o godzinie 9.00 z rana umarł August żyjąc lat dwa, syn wyżej wspomnianego Polensa i Brygidy Zakordarzówny mającej lat 22 w domu pod nr 72 na ulicy Węgierskiej. Akt niniejszy zejścia został przeczytany i podpisany.

Ksiądz Antoni Kutkowski Urzędnik Stanu Cywilnego

1 Co za zbieżność; podobnie jak opisywany tu Jan Teodor Polens, również Rapczyński w metryce jest wymieniony tylko z drugiego imienia, które brzmi Józef, podczas gdy pierwsze z metryki urodzenia to Teodor.

Andrzej Szczudło

Sprawiedliwa upamiętniona

Tagi

, , ,

24 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Dowiedziałem się o tym kilka dni wcześniej otrzymując zaproszenie do Wijewa na uroczystość odsłonięcia ufundowanej przez IPN tablicy pamiątkowej poświęconej Marii Wojciech.

Moje zaproszenie wynikało z wcześniejszych udziałów w procesie upamiętniania bohaterki lat wojny, która- mówiąc słowami żydowskiego uzasadnienia- ratując jedno życie uratowała cały świat. Sprawa zaczęła się w roku 1996 od listu do redakcji gazety „Słowo Ziemi Wschowskiej”, której byłem wówczas redaktorem. Młoda dziewczyna, Beata Wojciech opisała w liście zasłyszaną od swojej babci historię uratowania żydówki, która w 1945 roku, w marszu ewakuacyjnym hitlerowskiego obozu została postrzelona. Ranna uciekła do lasu i po kilkukilometrowym marszu nocą zapukała do drzwi Marii Wojciech. Nie wiedziała, że prosi o pomoc kobietę, która wykwaterowana ze swojego domu, z trójką dzieci mieszka wyczekując powrotu męża z Oświęcimia. Mimo obaw o los własnej rodziny, Maria udzieliła potrzebującej pierwszej pomocy, a następnie pod osłoną nocy sankami dostarczyła ją do siostry zakonnej. Ta zaś zorganizowała transport rannej do szpitala w Wolsztynie. Viktoria Strausova, czeska żydówka z Pragi, bo to ona była uratowaną, opowiedziała tę całą historię już po wojnie przed sądem w Pradze. Do tych zeznań dotarł dociekliwy adwokat z Wolszyna, Antoni Kut, który wystąpił do Instytutu w Yad Vashem o przyznanie Marii honorowego tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Po weryfikacji tytuł przyznano w 1997 roku, jeszcze za życia bohaterki. Razem z jej synem Józefem Wojciechem, który chorą matkę reprezentował, i jego żoną Krystyną uczestniczyłem w uroczystości wręczenia dyplomu i tytułu. Ceremonię z Aulii Leopoldina wrocławskiego Uniwersytetu z udziałem ambasadora Izraela relacjonowałem na łamach swojej gazety.

Akcja zapoczątkowana listem wnuczki, która z empatią wysłuchała opowieści babci, miała wielowątkowe następstwa. Najpierw upublicznienie wydarzenia w prasie lokalnej, potem przyznanie tytułu, i wreszcie, dzięki aktywności lokalnego regionalisty ze Sławy Alfreda Roslera, upamiętnienie Kamieniami Pamięci Marszu Śmierci, w którym uczestniczyła uratowana Valeria Strausova. Ostatnim akcentem było odsłonięcie tablicy pamiątkowej na domu Marii przy ul. 25 Maja 11 w Wijewie, które dokonało się 24 marca br. Podkreślić warto, że na każdym etapie tych działań wyjątkową inicjatywę i zaangażowanie wykazywał Józef Wojciech, uczestnik wielu form aktywności społeczności lokalnej Wijewa.

Smaki Suwalszczyzny

Suwalszczyzna. Kraina mojego dzieciństwa i czasu dorastania. Miejsce obcowania ze wspaniałą przyrodą, poznawania oryginalnych zapachów i smaków. Ich odmienności i walorów pewnie bym nie docenił, gdybym Suwalszczyzny jak Mickiewicz swojej Litwy, nie opuścił. Cisną się tu na usta cytaty z wieszcza, „…dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.”

Zatrzymajmy się na zapachach i smakach przywoływanych z pamięci dziecka. Zajrzyjmy do regionalnej kuchni spod Sejn z lat PRL.

Zagówiec, koniec lat 60. Zabudowania Jana Szczudło; od lewej stodoła, chata i tzw. sklep czyli ziemianka
w roli dzisiejszej lodówki.

Przez pierwsze lata życia, zapamiętane potrawy poznawałem przez pryzmat kuchni mojej mamy, która na Suwalszczyźnie się urodziła i wychowała. Jednak pełni wrażeń dostarczył drewniany dom dziadków, Jana i Marianny Szczudłów, ulokowany tuż obok naszego murowanego, pierwszego murowanego domu we wsi Zagówiec. Kuchni rozumianej jako oddzielne pomieszczenie do przygotowywania potraw, tam nie było. Całe życie rodziny i niektórych zwierząt ogniskowało się w jednym pomieszczeniu, wokół wielofunkcyjnego pieca. Ten masywny, wybudowany z gliny element wyposażenia mieszkania służył do przygotowywania potraw i jednocześnie do ogrzewania. Zajmując cały narożnik pokoju, w dolnej części dawał schronienie domowemu ptactwu, a w górnej na tzw. leżance było miejsce dla ludzi. Czasem układano tam mokrą odzież lub zioła do wysuszenia.

Nad paleniskiem umieszczony był ciężki gliniany okap, a za płytą, gdzie stawiano garnki, wlot do piekarnika. To wyroby stamtąd wyciągane stanowiły dla mnie największą atrakcję. Głównym był chleb żytni, ciemny i ciężki, poprzetykany kawałkami ziemniaków, które trochę rozmiękczały strukturę bochenka. Moja babcia Marianna chleb piekła na kalmusie. Jego niemiecka nazwa, podobnie jak nazwy narzędzi stolarskich z warsztatu dziadka, dotarły tu z nieodległych Prus Wschodnich. Kalmus czyli szablaste liście tataraku układano na dnie piekarnika. W trakcie pieczenia wydzielał specyficzny aromat, utrwalany w chlebie. To ten kalmusowy zapach i kawałki ziemniaków dawały przewagę babcinego chleba nad maminym. Moja mama piekła chleb w piekarniku nowoczesnym, przeważnie raz na tydzień.

Bez dodatku gotowanych ziemniaków szybko robił się twardy. Nam dzieciom szybko spowszedniał i dlatego chętniej jadaliśmy chleb biały, kupny, przywożony z miasteczka.

Pieczenie chleba u babci wymagało pośpiechu i dobrej organizacji pracy. Przyczyną pośpiechu był fakt, że raz dobrze nagrzany piec (drewno wyłącznie liściaste) musiał utrzymać temperaturę przez dłuższy czas, bo po wypieczeniu chleba wkładano do niego inne wyroby. Zapamiętałem ich trzy rodzaje. Jedne to coś w rodzaju dużych placków ziemniaczanych, pieczonych na liściach kapusty. Inny wygląd i smak miały kakory, które zapamiętałem już tylko w wersji finalnej, kiedy wyciągano je z glinianego garnka na talerz. Trzeci wyrób z babcinego pieca, robiony po chlebie, to pierogi z soczewicą. Były to duże, oprószone mąką półkola, wielkości dłoni, zawijane na okrętkę na brzegu. Cóż to był za smak!

Innym specjałem wytwarzanym w piekarniku były kiszki i babki. Robiono je z tartych ziemniaków wymieszanych z mięsem wieprzowym, skwarkami i podsmażaną cebulą. Kiszki od babki różniło tylko to, że farsz taki sam jak w babce umieszczano w wieprzowym flaku.

Specyficznym dla mojej Suwalszczyzny daniem były kartacze. Pojawiały się na naszym stole nie za często, z pewnością ze względu na pracochłonność ich wykonania. Do ich sporządzenia potrzebne były gotowane i surowe ziemniaki, siekane mięso wieprzowe i różne dodatki.

Szukając w pamięci potraw specyficznych, których nie spotkałem poza domem, wywołuję zupę pokrzywową. W zasadzie mama zrobiła ją głównie dlatego, aby nam dzieciom pokazać potrawę z biednych i trudnych lat wojny. Z wyglądu przypominała zupę szczawiową, ale mnie zniechęcały do niej pływające na wierzchu skwarki. Odwrotnie reagował na skwarki mój tato, który chętnie znajdował je na talerzu. Miał też apetyt na zupę cebulową, której sam nigdy nie odważyłem się spróbować. Pamiętam, że było to coś w rodzaju chłodnika, inne niż powszechnie znana, gotowana zupa cebulowa.

W dniu świniobicia, które w praktyce naszego regionu było rytuałem odprawianym przez prawie każdego gospodarza, gotowano czerninę, gdzie indziej zwaną czarną polewką. W naszym wydaniu było to coś w rodzaju czarnego rosołu. Podkreślam to, gdyż w Wielkopolsce spotykałem się z czerniną na słodko, z dodatkiem śliwek.

Moje smaki z dzieciństwa na Suwalszczyźnie to również pomidory i ogórki na słodko. Jadało się je latem maczając w cukrze usypanym na talerzyk.

Nie zapamiętałem żadnej oryginalnej potrawy z wigilijnego stołu z wyjątkiem… kisielu. Był u nas zawsze, ale nie wiem czy przypadkiem nie dlatego, aby podciągnąć liczbę potraw do symbolicznych dwunastu?

Ten rarytas w moim wschowskim domu bywał wielokrotnie. Dzięki temu sękacza zna już liczne grono moich przyjaciół i znajomych.

Ankietowani dziś Polacy na pytanie o typowe smaki Suwalszczyzny z pewnością wskazaliby sękacz, ale ja go z dzieciństwa nie pamiętam. Nie był wtedy powszechnie znany, być może dlatego, że do jego wykonania potrzeba kilkadziesiąt jajek, co w biednych czasach lat sześćdziesiątych nie było bez znaczenia. Pierwsze w mojej pamięci „pojawy” sękatych ciast kojarzyły się z niemiecką nazwą bankuchen, z pewnością przyswojoną z nieodległych Prus Wschodnich.

Moda na sękacze i ich masowa produkcja powstała dopiero dobre dwadzieścia lat później.

Wracając na Sejneńszczyznę jako wakacjusz lubię odwiedzić restauracje, które serwują dania regionalne. W Sejnach są tylko dwie, „Dom Litewski” przy Konsulacie Litwy i „U Henryka” (dawniej „Skarpa”).

Andrzej Szczudło

Rodzina Zubowiczów

Tagi

, ,

Zubowicze sejneńscy pochodzą z tzw. Borów, jak to się mówiło w Sejnach. Chodzi tu o skraj Puszczy Augustowskiej administracyjnie przynależny do gminy Giby w powiecie sejneńskim.

Miejsce urodzenia mojego wujka Jana Zubowicza (fot. obok) wskazuje na konkretną wieś Serski Las, gdzie z pracy w lesie ojciec utrzymywał liczną rodzinę. Po jego przedwczesnej śmierci matka z siedmiorgiem dziećmi przeniosła się do Sejn. Zamieszkała w dużym i wygodnym domu naprzeciw synagogi, przy dzisiejszej ulicy Piłsudskiego.

Serski Las; https://goo.gl/maps/yjHzJ4F9PQGj2mqD9

Analiza metryk parafii sejneńskiej, najczęstsze występowanie nazwiska Zubowicz lokuje w Gibach i okolicy (dawniej parafia Berżniki). Patrząc szerzej, warto zajrzeć do bazy metryk polskich genealogów: http://geneteka.genealodzy.pl. Dla nazwiska „Zubowicz” źródło to wykazuje ledwie 53 urodzenia (20 – Podlaskie, 10 – Białoruś, po 9 – Litwa i Ukraina), 32 zgony (Podlaskie – 11, 8 -Małopolskie, 5 – Litwa) oraz 43 małżeństwa (17 – Białoruś, 8 – Litwa, 5 – Warszawa). Rozszyfrowując dalej hasło „Podlaskie” dowiadujemy się, że najwięcej podlaskich metryk tej rodziny odnotowano jednak nie pod Sejnami, ale 100 km na południowy zachód, w parafii Wąsosz. Najstarsza z nich, metryka urodzenia Marianny Zubowicz, córki Andrzeja i Reginy Pietkownej pochodzi z 1741 roku. Tendencja ta jest także zauważalna w ewidencji zgonów.

Wanda i Janusz Zubowiczowie z babcią Marianną Szczudło (1898- 1969).

Aktualnie Polskę zasiedla 728 Zubowiczów (wg serwisu http://www.moikrewni.pl ), którzy mieszkają w 88 powiatach i miastach. Najwięcej w Sejnach – 65, Olecku – 55, Giżycku – 42, Szczecinie – 36, Gdańsku – 32, Warszawie – 30, Ełku – 27, Żarach – 24, Jeleniej Górze i Gdyni – po 21 osób. 

Nie tyle miejsce aktualnego zasiedlenia, bo widać tu wyraźną tendencję do wyjazdu na tzw. Ziemie Odzyskane, co dane ze starszych metryk nasuwają wnioski, że gniazda rodu Zubowiczów należałoby szukać na terenie szeroko rozumianej (niekoniecznie w dzisiejszych granicach) północno – wschodniej Polski.

Pochodzenie Zubowiczów interesowało mnie również w czasie podróży po Stanach Zjednoczonych, którą odbyłem w 2014 roku. Na cmentarzach, których jest aż 10, w Shenandoah, Pensylwania – małym dziś miasteczku, które w latach boomu węglowego (1860) osiągnęło 20 tys. mieszkańców, znalazłem wiele nagrobków Zubowiczów. Bardzo często nazwiska osób pochowanych w ich sąsiedztwie, kojarzyły się z mieszkańcami Sejneńszczyzny.

Przykładem niech będą wpisy:

1/. Zubowicz, Clarence M. (4.2.1930- 11.24.2002) Korea,

2/. Zubowicz, Anthony „Zuber” 1928- 1994 WWII (druga wojna światowa),

Eleanor nee Shoup 1932 – xx

3/. Zubowicz Walicki Stone:

Sarah 1897- 1983

Joseph W. 1900- 1952

Walter Z. 1890- 1932

Najbardziej mnie w tym interesujący związek moich Szczudłów z rodziną Zubowiczów zaczyna się od ślubu Zofii Szczudło (4.11.1929- 29.9.2005) z Janem Zubowiczem (5.12.1927- 31.05.2010), który miał miejsce w Sejnach 7 maja 1949 roku. Warto podkreślić, że w tym  samym czasie odbyły się dwa śluby, również brata Zofii, Zygmunta Szczudło ur. 19.08.1926 r. w Zagówcu z Jadwigą Buchowską ur. 15.07.1929 r. w Sejnach.

Jan i Zofia Zubowiczowie (fot. powyżej) zamieszkali w Sejnach, najpierw w domu matki Jana, a później już w bloku przy tej samej ulicy Piłsudskiego, głównej ulicy miasta. To tam urodziło im się troje dzieci; Wanda w 1950, Janusz w 1954 i Zdzisław w 1958 r.

W latach 60. w Sejnach mieszkało kilka rodzin Zubowiczów spokrewnionych ze sobą. Doświadczyłem tego osobiście, gdyż aż trzech Zubowiczów, Janusz, Tadeusz i Zdzisław, w swoim czasie było ze mną w tej samej klasie podstawówki.

Przedstawienie szkolne w SP Pod Lasem w Sejnach.
Od lewej; Stanisław Koncewicz, Janusz Zubowicz (1954- 2007) i Andrzej Szczudło.

Janusz, brat mój cioteczny był moim rówieśnikiem, urodził się ledwie 3 tygodnie wcześniej. Razem z nim przystępowaliśmy do I komunii świętej, co zostało uwiecznione na pamiątkowych zdjęciach. Po szkole podstawowej nasze drogi trochę się rozeszły. Janusz poszedł do zawodówki i miał swoją pasję w mieście. Była to gra w piłkę nożną w Klubie Sportowym Pomorzanka Sejny. Ja wtedy uczyłem się w miejscowym LO. Po lekcjach szybko musiałem wracać do domu, do swoich wiejskich obowiązków w tworzonym wtedy wielkim wysiłkiem całej rodziny gospodarstwie rolnym. W atmosferze ciągłego pośpiechu, a czasem nawet przekraczającego możliwości szkolniaka wysiłku nie było czasu ani okazji do spotkań rodzinnych.

Andrzej Szczudło

Szczudłowie w Arolsen

Tagi

, ,

„Prześladowania ludności żydowskiej, obozy zagłady oraz inne nazistowskie zbrodnie przeciwko ludzkości nie powinny nigdy popaść w zapomnienie. Aby udostępnić całemu światu dokumenty stanowiące ich dowód, Arolsen Archives zaczęły publikować je w Internecie.” (https://arolsen-archives.org/pl/)

Z pomocą wyszukiwarki udało się wydobyć dokumenty następujących osób z nazwiskiem Szczudło, które posiadają dokumenty w Archiwum Arolsen.


Lp.

Nazwisko

Imię
Imię / nazwisko ojca- matkiRok urodzenia
Miejscowość

Uwagi
1.SzczudłoAnastazjaJozef Hrycyszyn1926Ratyszczi / ZborówKanada, mąż Mychajło
2.SzczudłoMychajłoHryhorij / Grzegorz/ Katerina Matwijiszyn1923Gaje Wyżne / DrohobyczAustralia?
3.HrycyszynAnnaStefan Szczudło1947BawariaCórka Anastazji
4.SzczudłoAnnaStefan Szczudło1921Ułazów / BIłgorajUKR
5.SzczudłoAnnaJózef Lewandowski1921Lubaczów / Ryczyce
6.SzczudłoOsipMychola, Anna Lewandowska1945ZiegenheimKanada
7.BurakMaria
1949
Emigracja do Kanady 1950
8.SzczudłoOlga
1910
Burak?
9.SzczudłoIwanMychajlo1913Nimsłów / GalicjaKanada
10.SzczudłoJaninaMichał Teczyszyn1925Skałat / Stanisławów
11.SzczudłoJózef
1916Korzeniów / PustkówKL Mauthasen
12.SzczudłoJózefElżbieta Szczudło1923Suchowola k. Lublina
13.SzczudłoJózefWincenty, Anna Rendak1892Warszawa
14.SzczudłoJózefKarol, Maria Nowak1916Zakrzów
15.SzczudłoKatarzynaOleh Łojko1925UłazówKanada, mąż Iwan Szczudło
16SzczudłoMariaLeon, Agata Czernobaj1922Brody / Złoczów
17.SzczudłoMichałLeon, Zofia1925Brody / LwówChicago
18.SzczudłoPańkoUlesino1921
USA
19.SzczudłoPiotr
1910

20.SzczudłoRosa Anna
1921
Michał 1925 mąż?
21.SzczudłoStepanAndrzej, Maria Hortaszko1924Liski, k. HorodłaKanada
22.SzczudłoStanisławWincenty, Małgorzata Bulska1923Nowy Bytom
23.SzczudłoWładysławLudwik, Katarzyna Góra1916Wola Patorska, DębicaKL Sachsenhausen, KL Buchenwald

Krajan w Lesznie

Tagi

, , , ,

Dziś obchodzimy kolejną rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Przy tej okazji lokalne media Ziemi Leszczyńskiej lubią przypominać chwalebny epizod wschowski z 2 września 1939 r., w którym Wojsko Polskie postraszyło Niemców. Wątek ten jest dosyć dobrze opisany, między innymi przez wschowską historyczkę Barbarę Ratajewską.

Działo się to 2 września. Wojna była w toku. Dowódca stacjonującego w Lesznie 55 Poznańskiego Pułku Piechoty pułkownik Władysław Wiecierzyński otrzymał rozkaz „Odrzucić oddziały nieprzyjaciela i ostrzelać tę miejscowość ogniem artyleryjskim”.

Około godziny 17:00 Polacy zaatakowali niemiecką strażnicę graniczną we wsi Geyersdorf (dziś Dębowa Łęka). W czasie tej akcji nadjechał patrol niemiecki na motocyklach. Doszło do krótkotrwałej wymiany ognia. Po unieszkodliwieniu strażnicy rozpoczął się ostrzał artyleryjski wsi Geyersdorf, do której wdarły się również piechota i tankietki. Niemcy próbowali się bronić, ale po chaotycznej próbie obrony wycofywali się w panice. Wieś opuścili także jej mieszkańcy udając się w kierunku Wschowy.

Do zajętej wsi około 18:00 przybył pułkownik Wiecierzyński wraz z adiutantem Kapitanem Zielonką. Polska artyleria trzymająca teraz pozycje w zajętej wsi rozpoczęła ostrzał Wschowy raniąc i zabijając kilkunastu niemieckich żołnierzy stacjonujących w miejscowych koszarach. Aż na przedmieścia Wschowy czyli 8 kilometrów w głąb Niemiec dotarł 3 pluton porucznika Stefana Perkiewicza, który na rozkaz gen. Abrahama po zmroku wycofał się do Leszna.

Wypad na Wschowę miał duże znaczenie emocjonalne i propagandowe dla walczących z najeźdźcą Polaków. Było do dla żołnierzy polskich jednostek dowodem, że można skutecznie walczyć z Niemcami.

Rodem z Suwałk

W wątku tym szczególną moją uwagę przykuwa postać dowódcy oddziału, pułkownika Władysława Wiecierzyńskiego. Dowiedziałem się bowiem, że to mój krajan, pochodził z Suwalszczyzny. Jako syn szewca Józefa i Bronisławy Norbert urodził się w 1894 roku w Suwałkach. Tam uczęszczał do szkoły powszechnej a potem do prywatnej szkoły handlowej. W 1911 roku trafił do armii rosyjskiej, z której zwolniony po roku wrócił do cywila. W 1913 powołano go ponownie do armii rosyjskiej. Skierowano go do szkoły oficerskiej w Petersburgu, gdzie uzyskał stopień chorążego. Walcząc w szeregach armii do rewolucji październikowej zdążył awansować do stopnia porucznika. W 1917 roku zdemobilizowany wrócił do Suwałk i przystąpił do konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Brał udział w rozbrajaniu Niemców a następnie przedostał się przez kordon niemiecki do Zambrowa, gdzie wstąpił do 1 Suwalskiego Pułku Strzelców (późniejszy 41 Suwalski Pułk Piechoty). Walczył w wojnie z bolszewikami gdzie dwukrotnie był ranny. Do 1926 roku uzyskał stopień majora a 11 marca 1926 został dowódcą 24 batalionu granicznego KOP w Sejnach.

Władysław Wiecierzyński 1894- 1983, fot. CAW

Po kolejnych przeniesieniach i awansach w listopadzie 1935 roku objął dowództwo 55 Poznańskiego Pułku Piechoty w Lesznie. 19 marca 1939 roku został awansowany na pułkownika w korpusie oficerów piechoty.

Walcząc w kampanii wrześniowej, pod Modlinem Wiecierzyński trafił do niemieckiej niewoli, potem do oflagu. Po wojnie pozostał w Lesznie, już w cywilu. Jako inwalida wojenny pracował w Stacji Hodowli Nasion Antoniny w Lesznie. Zmarł w 1983 roku i został pochowany w Lesznie.

Leszno 2021 r. A.Szczudło

W.Wiecierzyński był wielokrotnie odznaczany najwyższymi orderami i odznaczeniami z Krzyżem Walecznych (cztery razy) i Krzyżem Złotym Orderu Wojennego Virtuti Militari na czele. Również społeczność Ziemi Leszczyńskiej doceniła zasługi pułkownika Władysława Wiecierzyńskiego, dowódcy 55 Poznańskiego Pułku Piechoty. 24 stycznia 1991 roku uchwałą nr XI/52/91 jedna z ulic miasta Leszna otrzymała nazwę „Płk. Władysława Wiecierzyńskiego”.

I teraz moje związki z bohaterem tekstu. Mój krajan Władysław Wiecierzyński był dowódcą oddziału KOP w Sejnach, miejscu mojego urodzenia. Stacjonował tam w budynku na wzgórzu, który po wojnie był siedzibą Liceum Ogólnokształcącego, którego jestem absolwentem. Podkomendnym Wiecierzyńskiego był Powstaniec Wielkopolski sierżant Piotr Gościniak (1899- 1984), dziadek mojej żony. Pamiętam, że kiedy na początku lat 80. będąc w nowej rodzinie „świeżakiem”, zmuszony byłem do wysłuchiwania znanych już przez rodzinę na pamięć wojennych opowieści dziadka Piotra i wtedy wielokrotnie padało tam nazwisko „Wiecierzyńskiego”. Szkoda, że nie miałem wtedy dzisiejszej wiedzy o pułkowniku z Suwałk i dzisiejszych z nim skojarzeń.

Mural we Wschowie przypomina wydarzenie z 2 września 1939 r.

Od ponad 30. lat mieszkam we Wschowie, którą w 1939 roku, wtedy jeszcze niemiecką, atakował oddział pułkownika Wiecierzyńskiego. Dodatkowo Stacja Hodowli Nasion Antoniny w Lesznie, gdzie zasłużony pułkownik znalazł po wojnie zatrudnienie, była moim pierwszym miejscem pracy zawodowej. Góra z górą się nie zejdzie… mówią.

Andrzej Szczudło

Informacje na podstawie https://pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Wiecierzyński

Ciasno na blogu?

Tagi

,

Kilka lat temu uruchamiając bloga zastanawiałem się nad jego nazwą. W końcu zdecydowałem się na taką, która wskazuje na sejneńskie pochodzenie moich głównych rodzin; Szczudłów, Buchowskich i Rynkiewiczów. Z czasem genealogiczne odkrycia przeskoczyły moje marzenia i dzisiejsza wiedza wykracza poza region sejneński. Odkryłem, że moja rodzina Szczudłów spod Sejn jest „fragmentem większej całości”. Dziś nazywam to „Szczudłowie z północy”, kontrastując z dominującymi w Polsce gałęziami Szczudłów z południa. Poznałem Szczudłów z Raczek, Augustowa i Druskiennik. Razem z sejneńską wszystkie te cztery gałęzie żyły bez wiedzy o pozostałych. Są jednak ze sobą spokrewnione, co udało się udowodnić poprzez badanie DNA męskich przedstawicieli wszystkich czterech rodzin.

Zastanawiam się co z tym zrobić; zmienić nazwę bloga na opcję poszerzającą czy zostawić tak jak jest tłumacząc jednak, że w postach będą informacje wykraczające poza sejneński obszar zainteresowania rodziną Szczudłów. Skłaniam się ku tej drugiej wersji.

To wahanie co do poszerzania zawartości tematycznej bloga spowodowało, że mniej tu było postów na temat Szczudłów, mimo że szybko poszerzał się zasób informacji. W tym czasie publikowałem informacje na fejsbukowej, zamkniętej grupie pod nazwą „Szczudło family together” (ang. Rodzina Szczudłów razem). Aktualnie grupa ta skupia 18 osób z linii augustowskiej, raczkowskiej i sejneńskiej, w tym trzy osoby ze Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Widok z Facebooka: strona dla Szczudłów, u góry kolażu nagrobki z Raczek przed demontażem.

Ostatni mój wpis z 2 sierpnia br. dotyczy Raczek. Zamieszczam go tutaj w całości, aby poszerzyć zakres oddziaływania.

Lato na półmetku. Mój urlop przeszedł już do historii. W tym roku był wyjątkowy, bo rezygnując ze spływu kajakowego Drwęcą (rzeka nie leży na Suwalszczyźnie) miałem aż dwa tygodnie na pobyt w rodzinnych stronach. Wykorzystałem to maksymalnie, aż… do granic wytrzymałości żony, która moje genealogiczne hobby ledwie toleruje.

Lipiec 2021 r. Zdemontowany pomnik nagrobny Szczudłów w Raczkach.

W połowie pobytu dosyć niespodziewanie zawitałem do Raczek, gdzie miałem niespełnioną od roku potrzebę wykonania zdjęcia nagrobka rodziny Kapustów, jakoś połączonych ze Szczudłami i nawet pochowanych tuż obok. Mimo, że byłem na grobach Szczudłów już sporo lat temu (chyba 2011 r.), nie było łatwo odszukać na cmentarzu miejsce ich pochówku. Kiedy wreszcie znalazłem, byłem zaskoczony. Lastrikowy pomnik był rozczłonkowany, w kilku kawałkach, ustawionych na obramowanej rurkami kwaterze. Po lewej stronie stał drewniany krzyż z tabliczką nagrobną Seweryny Szczudło. Już za ogrodzeniem, po lewej stronie stał pomnik Stanisława i Anny Kapustów.

Pomnik umiejscowiony tuż obok pomnika Szczudłów.

Poruszony sytuacją na kwaterze Szczudłów zastanawiam się co jest grane? Czy pomnik sam się rozleciał, a rodzina tego nie zauważyła? A może ktoś z administracji cmentarza przymierza się do jego likwidacji? A może rodzina przymierza się do jego renowacji? Wszystkie te pytania pozostają bez odpowiedzi. Mam nadzieję, że wkrótce wyjaśnieniem sytuacji zajmie się ktoś z rodziny Szczudłów, aktualnie mieszkających w Olecku (bo najbliżej). Domyślam się, że to oni opłacali miejsce na cmentarzu i dotychczas utrzymywali groby przodków. Zainteresowanych utrzymaniem pomników nagrobnych jest pewnie więcej osób, dalszych krewnych, ze Śremu (Bożena), Siemianowic Śląskich (Grzegorz), Leszna (Małgorzata), Straszyna (Bohdan), Warszawy (Jan), Cieplic (Janusz), Olsztyna (Barbara), Chotomowa (Ania) i inni.

NIE POZWÓLMY SKASOWAĆ TEGO POMNIKA, OSTATNIEJ MATERIALNEJ PAMIĄTKI ZAMIESZKIWANIA SZCZUDŁÓW w RACZKACH!

Kwatera Szczudłów w lipcu 2021 r.

Adwokat Rynkiewicz

Tagi

,

W poprzednich postach wspominałem już, że górnicze miasteczko Shenandoah w Pensylwanii jest amerykańskim gniazdem naszych krasnopolskich Rynkiewiczów. Pionierem był tu Feliks Rynkiewicz (1845- 1904), ale to jego młodszy brat Józef (1848- 1928) doszedł tam do najwyższych funkcji i zaszczytów. O randze Józefa dodatkowo świadczyły sukcesy jego sześciu dzieci. Syn Stanley (1882 – 1974) był wielce zasłużonym doktorem medycyny, aktywnym w zawodzie przez 64 lata. Najmłodszy z rodzeństwa, weteran I wojny światowej Józef Bernard (1894- 1969) sprawdził się jako doktor weterynarii. Spędził w zawodzie 51 lat.

Zygmunt Rynkiewicz, syn, wnuk i prawnuk Józefa

Kolejny z braci Rynkiewiczów, Zygmunt był w Pensylwanii znanym adwokatem. Reprezentował pierwsze pokolenie urodzonych w Ameryce, tzw. Born American, którego to określenia dumni krewniacy za oceanem używają do dziś. Urodził się 27 grudnia 1884 roku w Shenandoah. Tam też ukończył szkołę podstawową. Na dalszym etapie nauki dostał się do Penn State College, aktualnie znanym jako The Pensylwania State University. Ukończył studia w roku 1904, uzyskując uprawnienia prawnicze w 1907. W tym samym roku Zygmunt rozpoczął w Shenandoah praktykę prawniczą przy miejskim adwokacie Danielu J.Fergusonie. Przez prawie 40 lat jego kancelaria mieściła się w budynku Old Citizens Bank. Pod koniec działalności razem z kolegą przeniósł się na nowy adres, 134 North Main. Jako aktywny prawnik procesowy-  adwokat przez wiele lat pracował na stanowisku asystenta okręgowego adwokata Cyrusa M.Palmera, w dwóch ostatnich kadencjach (1920- 1927) jako prokurator powiatowy.

.

W latach młodości był Zygmunt zapalonym sportowcem i atletą. Wyróżniał się grając w bejsbola i nawet miał propozycję występowania w Wielkiej Lidze Bejsbola. Zrezygnował, być może ze względu na chęć robienia alternatywnej kariery w korporacji prawniczej.

W roku 1911 Zygmunt Rynkiewicz w Lebanon County (powiat) ożenił się z Maymie Irene Herbein. Miał z nią jednego syna Donalda.

Mówiąc o zasługach Zygmunta Rynkiewicza należy wspomnieć o jego istotnym udziale w powojennym (po I wojnie, w której uczestniczył) rozwoju Shenandoah Heights, nowoczesnej na owe czasy dzielnicy Shenandoah. Był założycielem organizacji biznesowej The Greater Shenandoah Realty Company, która ją budowała.

Wspominając zasłużonego dla społeczności lokalnej adwokata, kronikarze nie pomijają jego aktywności również na innych polach. Przez lata Zygmunt Rynkiewicz był członkiem lokalnego klubu wędkarskiego Shenandoah Fishing Club, który zarządzał zbiornikiem wodnym przy tamie z pstrągami.  

Być może to z tą gałązką w Ameryce rodzina mojej babci Marianny z Rynkiewiczów utrzymywała kontakt i słysząc o sukcesach adwokata zdecydowała się dać jego imię swemu pierworodnemu synowi, mojemu ojcu (1926- 2021).

Mając ponad 70 lat, nie był już w formie sportowca. Od kilku lat uskarżał się na zdrowie, ale nadal pracował. W lutym 1959 roku Zygmunt F. Rynkiewicz przymierzał się do celebrowania 48.lecia ślubu. Jednak zanim do tego doszło, zaniemógł. Trafił do szpitala, Locust Moutain Hospital, i po paru dniach zmarł tam. Został pochowany na cmentarzu parafii św. Pawła w Ringtown, PA.

Lokalne gazety zmarłemu adwokatowi poświęciły sporo miejsca, opisując jego drogę życiową i sukcesy. Wzmiankowały też, że jego odejście było trzecią śmiercią, jaka spotkała rodzinę w ostatnich kilku miesiącach. 13 stycznia zmarła siostra Stefania Rynkiewicz, odszedł też teść George Herbein.

Sytuację rodzinną zmarłego i osoby, które go opłakiwały, poznajemy dzięki amerykańskiemu standardowi publikowania tego w lokalnej gazecie. Po latach takie nekrologi są dla genealoga bezcennym źródłem informacji o relacjach łączących poszczególne osoby. Genealodzy w naszym kraju mogą daremnie tęsknić za tego typu „literaturą”. Nasza pokrętna historia, pełna powstań, wojen, zniewolenia, zniszczonych bibliotek i archiwów odebrała nam szansę na dogłębne poznawanie historii rodzin. Sytuację ratują trochę metryki, w których czasami księża wychodzili poza standard typowego dokumentu i pisali coś więcej. Posiłkując się nimi dopełniamy historie zapamiętane lub przekazane przez przodków.

Tekst powstał na podstawie artykułu z gazety „Shenandoah Herald” z dnia 9.02.1959 r. Następującym osobom dziękuję za pomoc  w uzyskaniu materiałów do ww artykułu;

1/ John Noel Latzo – za pozyskanie i przesłanie mi wycinków z gazet lokalnych,

2/ John J.Rynkiewicz – za umieszczenie danych osób z mojej rodziny na portalu Find A Grave