Dokumenty żyją dłużej niż ludzie

Tagi

, ,

Kilka dni temu dosyć niespodziewanie dowiedziałem się, że Archiwum w Arolsen po cichu udostępniło w Internecie 13 mln dokumentów. Dawcą informacji był Krzysztof Zięcina, mój kolega z Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego, który wydobył ją z blogu amerykańskiej genealożki Very Miller pt. Find Lost Russian & Ukrainian Family (Znajdź zagubioną rodzinę rosyjską i ukraińską).

Od lat prowadzi ona blog o genealogii osób z Europy Wschodniej, szczególnie z terenów Ukrainy i państw byłego ZSRR. Jestem subskrybentem tego bloga od kilku lat, ale tym razem ten ważny wpis z datą moich urodzin  przeoczyłem. A nie powinienem, bo dotyczy zasobów niemieckiego archiwum, w którego kompetencji są dokumenty z lat ostatniej wojny.
Do Archiwum w Arolsen pisałem przed laty, dopytując się o ślady w dokumentacji pobytu mojego dziadka Stanisława Buchowskiego (1903-1945?) w więzieniu w Ragnit, Prusy Wschodnie. Odpowiedź była odmowna (dokumentów nie ma), więc zrozumiałe jest, że udostępnienie zasobu w Internecie dawało nowe nadzieje na poszukiwania.
Wyszukiwarka na stronie archiwum (https://lostrussianfamily.wordpress.com/2020/04/19/arolsen-archives-quietly-adds-13-million-more-wwii-records/?fbclid=IwAR2Ur5XdGXAFVR7lTx-Sctdo3N4_zxZSmNGaN8s7r3tqlibArzT6clZq5po ) umożliwia w prosty sposób , bez rejestracji, szukanie po nazwisku osób w zasobach.
Dla mnie oczywiste było, że muszę zacząć wyszukiwanie od Buchowskich, bo niewyjaśniony dotąd los dziadka zawsze mam z tyłu głowy. Na moje zapytanie „Buchowski” wyskoczyła informacja o 162 pozycjach w bazie. Postanowiłem obejrzeć je wszystkie, nie zważając na wskazane w tytule imiona. Z wypiekami na twarzy spędziłem przed komputerem kilka godzin. W większości były to rejestry osób, zaewidencjonowanych w różnych sytuacjach, które zostały spisane w strefach okupacyjnych Niemiec. Najciekawsze dla mnie były imiona, daty i miejsca urodzenia, to wszystko co stanowi sedno dociekań genealoga.
Był dokument ze zdjęciem nawet (Ausweis), dotyczący Stanisława Buchowskiego ur. 22.06.1912 r. w Januszewicach a zamieszkałego w Kluczewku. Prawdopodobnie chodzi o miejscowość na Ziemi Opoczyńskiej (jest kilka wsi o nazwie Januszewice), bo w tamtych okolicach herbowi Buchowscy osiedli po opuszczeniu Rybotycz i Buchowic na Ziemi Przemyskiej. Niestety w nowo odkrytej bazie dokumentów, o moim dziadku- ani słowa.

Ewa Buchowska z miejscowości Walda (Wałda?) trafiła do kartoteki jako pacjentka szpitala w Pottmes w Bawarii, gdzie przebywała od 29 czerwca do 9 lipca 1942 r.
Inny dokument to świadectwo urodzenia Berty Antonii Buchowskiej wydane w miejscowości Neuburg nad Dunajem 29 marca 1946 r. Z jego treści wynika, że rodzicami dziecka urodzonego 12 sierpnia 1942 r. w Neuburgu byli włoski robotnik rolny Umberto Fabbri i polska robotnica rolna Antonia Buchowska, urodzona 21.09.1918 r. w Pausin, oboje katolicy zamieszkali w Rohrenfels. Umberto Fabbri 9 listopada 1944 roku przed urzędnikiem stanu cywilnego w Neuburgu wyznał, że jest ojcem wskazanego dziecka. Status prawny prawowitego dziecka Berta Antonia uzyskała poprzez małżeństwo rodziców zawarte przed urzędnikiem stanu cywilnego w Rohrenfels dnia 27 sierpnia 1944 roku.
Kolejny dokument z tej samej miejscowości wymienia przebywających w Neuburgu nieniemieckich robotników, w tym również Jana Buchowskiego ur. 15.12.1924 r. w Warszawie. Wydaje się, że krewną tego Jana mogła być Marianna Buchowska ur. 24.03.1884 r. także w Warszawie, wzmiankowana w innym dokumencie.
Z ciekawością przyglądam się Franciszkom, wymienionym w archiwalnych dokumentach, gdyż to imię często powtarza się w rodzinie mojej mamy. Jest ich dwóch; Franciszek Buchowski ur. 23.03.1912 roku w Siekowie, i jego imiennik z Drohobycza, urodzony 19.07.1921 r. Pierwszy z nich figuruje jako pracownik Paula Hermanna z powiatu Veihingen- Enz., drugi jest pracownikiem kopalni Ostfeld. Niestety w żaden sposób nie kojarzę ich z kimś z mojego drzewa genealogicznego.

Kolejne wyzwanie- Józef. Wśród naszych Buchowskich spod Sejn, imię bardzo częste. Niestety tu takich nie ma, ale jest Józefa, bogato dokumentowana na stronach archiwum. Niebieskooka kobieta o ciemnych włosach urodzona 24.03.1895 r. w miejscowości „Zalecki” pasuje do mojego drzewa. We wsi Zaleskie k. Sejn od lat mieszka gałąź naszych Buchowskich, dawniej przybyła z Łumbii. Dalsze załączniki, arkusze w wersji angielskojęzycznej chociaż podają nieco inne dane (ur. 28.03.1895 r. Poćkuny, Suwałki, Poland) utwierdzają mnie w przekonaniu, że to „nasza” osoba. Poćkuny to przecież nazwa wsi koło Sejn. Józefa Buchowska jest córką Karola Martynko i Karoliny, ma córkę Emilię ur. 21.10.1928 r. W roku 1945 jest odnotowana jako wdowa (po Stanisławie Buchowskim), natomiast w połowie roku 1948 przebywa w Bockhorn (Dolna Saksonia lub Bawaria), a 5.07.1950 r. zostaje żoną Wincentego Swobody ur. 20.07.1902 r. W roku 1951 podróżuje do Nowej Zelandii.
Mając sporą wiedzę o rozmieszczeniu Buchowskich na terenie Polski zainteresowałem się wpisem o Mieczysławie z Warszawy. Kiedy wgłębiłem się w dokumenty źródłowe, odczytałem z nich całkiem inne nazwisko- Osuchowski zamiast Buchowski! W pakiecie dokumentów, przypisanych do tej osoby był też rozpaczliwy list matki wspomnianego Mieczysława, Józefy Górajewskiej z Długołęki k. Kobylina, który rozwiewa wszelkie wątpliwości co do nazwiska jej jedynego syna.

Z analizy tej smutnej sprawy wynika niemniej smutna refleksja, że lakoniczna odpowiedź z archiwum „nie mamy dokumentów dla tej osoby…”, może oznaczać, że archiwistom nie udało się takich dokumentów skojarzyć. Tak jak w tym przypadku, gdy pytano o Osuchowskiego, który w wykazie figurował jako Buchowski. Dlatego ma sens publikowanie oryginałów w Internecie, aby każdy zainteresowany mógł własnym szkiełkiem i okiem obejrzeć to co zostało.

Trochę u siebie

Tagi

, , ,

Kiedy jako młody człowiek opuściłem rodzinne strony na Suwalszczyźnie, i zamieszkałem na zachodzie Polski, czułem się trochę osamotniony. Daleko miałem do swojej rodziny, wobec czego odwiedzałem ją rzadko. Z tamtej strony też nieczęsto ktoś do mnie przyjeżdżał.
To poczucie stopniowo mnie opuszczało wraz ze wzrostem zainteresowania genealogią. Zacząłem coraz lepiej poznawać historię swoich rodzin. Coraz więcej miejscowości wokół Sejn mogłem uznawać za swoje, bo mieszkali tam różni, nieuświadamiani i nieznani wcześniej krewni, tak po mieczu jak i po kądzieli. Podobnie i wokół miejsca, gdzie zamieszkałem, zaczęło się zagęszczać od krewniaków. Zgłębiając historie poszczególnych gałęzi familijnego drzewa dowiadywałem się, że nie wszyscy w stronach rodzinnych pozostali. Część z nich osiadła wcale niedaleko ode mnie. Najpierw dałem się „odkopać” Dance, kuzynce z Wrocławia, która trafiła tam za mężem, w związku z jego pracą. Poznaliśmy się już jako ludzie dorośli, mający dzieci, z radością odkrywając nasze koligacje. Danka była z linii mojej mamy.

Po matce mojego taty natomiast była linia Rynkiewiczów, którzy po wojnie osiedlili się w Lubsku. Faktycznie dotarło tam troje osieroconego rodzeństwa; dwie siostry i brat. Dziś dorasta tam trzecie pokolenie, które stopniowo poznaję. Było już kilka spotkań (patrz: foto powyżej), zapowiadają się też następne.
Kolejnych odkryć krewniaków dokonałem, kiedy w czasie pobytów wakacyjnych pod Sejnami dopytywałem się o pochodzenie znanych mi z dzieciństwa ciotek. Okazało się (być może było to odkrycie tylko dla mnie), że dwie z nich są siostrami i obie znalazły sobie mężów w jednej wsi, w Gawieniańcach, w której 11 lat mieszkałem. Jedna wyszła za Buchowskiego, druga za Okulanisa, ale ten Okulanis miał matkę z Buchowskich, naszych Buchowskich (siostrę mojego dziadka). Siostry pochodziły ze znanej, osiadłej od wieków pod Krasnopolem rodziny Sinkiewiczów (foto poniżej).

Dziś ta wieś nazywa się Michnowce, ale kiedyś- Sinkiewicze, właśnie ze względu na ilość zamieszkujących tam osób o tym nazwisku. Kiedy ludność wsi Michnowce się zagęszczała, młodzi wyjeżdżali szukać życiowych szans za zachodzie, na niesłusznie tak nazwanych Ziemiach Odzyskanych. Tadeusz Sinkiewicz, brat wspomnianych wyżej sióstr, Heleny i Czesławy, dotarł w ten sposób pod Krosno Odrzańskie, gdzie spędził swoje dorosłe lata. Już nie żyje, ale ja dotarłem do jego syna Piotra (foto poniżej) i w ten sposób mam kolejnego „pociotka” w swoim województwie lubuskim.

Budując drzewo rodowe sejneńskich Buchowskich doszedłem także do wiedzy, że i czwarty- ostatni z rodzeństwa Sinkiewiczów, pośrednio związał się z naszą rodziną. Wacław, bo o nim tu mowa, pozostał w rodzinnych Michnowcach, ale swoją córkę Danutę wydał za Buchowskiego.
Poza wspomnianymi, niedaleko siebie mam jeszcze inne związki familijne na zachodzie. W okolicach Lubska osiedli Pietranisowie, z którymi mam wspólne geny, z racji, że moją prababką była Karolina Pietranis. Jeszcze nie mam z nimi realnego kontaktu, ale już lepiej się czuję w otoczeniu „swojaków”.
Kolejny przykład krewniaka w Lubuskiem to Leszek Korzeniecki, strażak spod Świebodzina, który ma w sobie nie tylko kroplę krwi naszych Buchowskich, ale i Pietranisów.
Inny mundurowy, policjant Buchowski z Sejn osiadł w Lubinie, i chociaż nie jest to moje województwo, dzieli nas tylko 60 km.
Jednym z moich największych sukcesów w genealogii jest odkrycie powiązań czterech linii Szczudłów z północno- wschodniej Polski; z Sejn, Raczek, Augustowa i Druskiennik (Grodna). Ich potomkowie rozprzestrzenili się po całej Polsce i w Ameryce. Jedna z skromnych gałązek trafiła nawet … do Wschowy, gdzie mieszkam od ponad 30 lat. Owa tajemnicza dziś osoba nie zna mnie jeszcze, ale wiem, że nosi w sobie kroplę szczudłowskiej krwi. Wkrótce mam nadzieję poznać ją osobiście i pokazać połączenia rodzinne między nami.

Tak więc, po 33 latach zamieszkiwania we Wschowie czuję się coraz bardziej u siebie; przez zasiedzenie i przez fakt, że tylu krewniaków mam wokół.

Swój do swego

Tagi

, ,

Analizując historie rodzin krasnopolskich, które emigrowały do Ameryki, z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, że często już przed opuszczeniem rodzinnego kraju umawiały się one na wspólne życie za oceanem. Mam na to wiele dowodów, przede wszystkim zaś fakt, że młodzi ludzie wiązali się ze sobą zaraz po przybyciu do Ameryki. Internetu wtedy nie było, wiele osób było niepiśmiennych, ale nie gubili się po drodze i zwykle w wielkiej Ameryce znajdywali enklawy tworzone przez społeczność z wcześniejszego sąsiedztwa.

Przykładem takiej pary może być Konstanty Azarewicz i Anna Rynkiewicz. Ona urodzona 27 grudnia 1873 roku z Jana Jerzego Rynkiewicza (1841- 1878) i Elżbiety Benigny Łukaszewicz (1837- 1921), on syn Mikołaja (1827- ) i Kazimiery Makowskiej (1833-?) urodzony 20 grudnia 1860 r. we wsi Krasne parafii krasnopolskiej.
Anna emigrowała do Ameryki w roku 1889, a w roku następnym urodziła pierwsze dziecko– córkę Elżbietę Izabelę. 16 czerwca 1892 roku wyszła za Konstantego Azarewicza zwanego w USA Alexem. Był on na emigracji już kilka lat przed Anną i zdążył się tam wstępnie urządzić. Chyba nie przypadkiem wybrał sobie górnicze miasteczko w Pensylwanii, Shenandoah, które było nieźle obsadzone przez byłych mieszkańców Suwalszczyzny, w tym krasnopolan. Mocną pozycję mieli tam wcześniejsi emigranci, Rynkiewiczowie, z których chyba najważniejszy Józef (1848- 1928) https://zagowiec.wordpress.com/2017/01/26/pierwszy-w-ameryce/ był tam znanym i cenionym obywatelem, liderem społeczności lokalnej.
Po ślubie Anna i Konstanty Azarewiczowie dochowali się jeszcze pięciorga dzieci, które rodziły się w latach 1893- 1908. Pomyślne życie zamerykanizowanej już rodziny Azarewiczów przerwał wypadek w kopalni węgla Maple Hill, w której zatrudniony był Alex Konstanty. Pracował tam jako ekspert od pirotechniki. Zakładał ładunki, które rozsadzały skały dając dostęp do pokładów węgla. Feralnego dnia zdarzyły się rzeczy nietypowe. Trudno dziś stwierdzić czy był to błąd ludzki czy wada stosowanych do wybuchu materiałów. Po założeniu ładunku i odpaleniu lontu, Konstanty, jak zwykle w takich razach, uciekał na zaplecze. Tym razem uciec w czas jednak nie zdążył. Wybuch nastąpił niespodziewanie szybko, a odłamki skruszonych skał uderzyły uciekającego górnika w plecy. Rany były na tyle groźne, że Konstantego nie udało się już uratować. Jak relacjonuje lokalna gazeta, ekspert od wybuchów kopalnianych i ceniony w środowisku obywatel zmarł w szpitalu Fontain Springs 24 listopada 1909 roku. Żył zaledwie 48 lat, z czego 20 w miasteczku Shenandoah w Pensylwanii. Po jego śmierci na barkach żony pozostała szóstka niedorosłych jeszcze dzieci, z których najstarsze – Elżbieta Izabela miała 17 lat, najmłodszy Juliusz – ledwie roczek.
W nekrologach opisujących zmarłego tragicznie górnika wskazywano na jego obywatelską aktywność. Był członkiem miejscowej parafii katolickiej św. Stanisława, należał do Towarzystwa św. Kazimierza oraz Stowarzyszenia Obywatelskiego Pulaski, których przedstawiciele uczestniczyli w pogrzebie. Gazeta wspomina także, że zmarły był bratem Wincentego Azarewicza, znanego w Shenandoah właściciela hoteli, a ponadto w Starym Kraju pozostawił czterech innych braci.

Żona Konstantego Anna przeżyła męża o 51 lat i w wieku 87 lat zmarła w 1960 r. Nieco dłużej nawet żyła jej pierwsza córka Elżbieta Izabela Wiernicka, która zmarła w roku 1980 przeżywszy 90 lat.
Po Konstantym Azarewiczu pozostały w Ameryce dobre wspomnienia i potomkowie, a na cmentarzu w Shenandoah Highs pomnik nagrobny… z błędem. Najprawdopodobniej zawinił kamieniarz robiąc z Azarewicza „Azarawicza”.

Dziękuję Johnowi J. Rynkiewiczowi z Buffalo, USA, który swoje polskie korzenie wywodzi z parafii Radziłów na Podlasiu, za pomoc w uzyskaniu materiałów oraz upamiętnianie naszych krasnopolskich krewnych w programie Find A Grave.
https://www.findagrave.com/memorial/81418965/alex-konstanty-azarawicz/photo?fbclid=IwAR1r6sy8vo6Ld-EovIrWzplgB3cW46dFhrISoRmEB6ioCbcf2W33uwiOAUg

Linia genealogiczna opisanej wyżej Anny Rynkiewicz (1873- 1960):
Jan Jerzy (1841- 78)  Józef (1820- 88)  Józef (1870- 46)  Szymon

Spod Sejn do Ameryki

Tagi

, , ,

Od dość dawna wiedziałem, że siostra mojego pradziadka Adama Szczudło, Wiktoria wyszła za Kazimierza Zielepuchę (1835- 1905). Potem jeszcze kilkukrotnie spotykałem to nazwisko w rejestrach i metrykach parafii Sejny, przeważnie wypisywanych dla mieszkańców wsi Zagówiec, która od lat 40. dziewiętnastego wieku była też wsią moich przodków Szczudłów.

Osobiście żadnego Zielepuchy nie znałem. Z czasem Witek Zielepucha z Sejn trafił do moich fejsbukowych znajomych, ale nie bardzo był zainteresowany. Wątek genealogii tej rodziny bardziej mnie zaciekawił kiedy zorientowałem się, że Zielepuchowie byli też skojarzeni z Kasperowiczami, na których drzewie genealogicznym i Szczudłowie mieli swój „udział”. Antonina Szczudło, córka Pawła i Marianny Gorczyńskiej w 1863 roku wyszła za Kazimierza Kasperowicza urodzonego w roku 1840 we wsi Tomasze. Jednak żadnych metryk dzieci tej pary nie odnalazłem. Antonina Kasperowicz już będąc mężatką, w roku 1870 występuje w metryce chrztu Anastazji Polens, córki Teodora i Konstancji Szczudło, swojej siostry. Umiera w 1905 roku we wsi Wiłkokuk, prawdopodobnie bezdzietnie.

W połowie czerwca tego roku, nazwisko Zielepucha, w wersji nieco zmienionej – Zielepuka, niespodziewanie pojawia się na fejsbukowym anglojęzycznym forum genealogów. Tym razem pisze nieznana mi wcześniej kobieta z Ameryki, Yelyzaveta Van Duker (fot. obok). Kiedy piszę, że jest to nazwisko z mojego rodowodu, ona wspomina, że jej mąż ma je na swoim drzewie genealogicznym. Kluczową osobą jest Bronisława Zielepucha (metryka powyżej), która ze swoją starszą siostrą Franciszką emigrowała do USA. Jej emigracyjny dokument wskazuje Zagówiec (oczywiście zapisany błędnie) jako miejsce urodzenia, natomiast akt zgonu Franciszki wymienia rodziców; Kazimierza Zielepuchę i Wiktorię Szczudło (również z błędami). Zachęcony odkryciem kolejnych kuzynów w Ameryce, wertuję zasoby metrykalne parafii Sejny i Berżniki. Udaje się znaleźć całkiem sporo metryk, a wśród nich namierzyć najstarszego w regionie, Benedykta, który urodził się w nieznanym dotąd miejscu około 1790 roku. Zmarł w Bierżałowcach w roku 1846. Prawdopodobnie miał dwie żony; Annę Byczkowską i Mariannę Mackiewicz. Z pierwszą spłodził Benedykt troje dzieci; Mariannę – ur 1827, Kazimierza – 1835 i Marcellę – 1839. Podobnie jak ojciec, Kazimierz też jest dwukrotnie żonaty. Pierwszą jego wybranką zostaje Rozalia Jachimowicz z Budziewizny, która rodzi mu czworo dzieci; Antoninę – 1862, Franciszka Leopolda – 1865, Józefa – 1867 i Wincentego. Dwoje pierwszych umiera po kilku dniach, Wincenty w wieku 18 lat, o Józefie brak informacji w dostępnych mi metrykach. Pierwsza żona Kazimierza Zielepuchy umiera w latach 1872-73 i wtedy owdowiały mężczyzna z dwójką małoletnich dzieci decyduje się na nowy związek. Jego wybranką zostaje Wiktoria Szczudło, młodsza o 10 lat córka Pawła Szczudło (1812- 1895) i Marianny Gorczyńskiej (1801- 1885). Drugie małżeństwo Kazimierza jest jeszcze bardziej owocne niż pierwsze i przynosi mu pięcioro dzieci; Kazimierę – 1874, Władysława – 1878, Rozalię – 1880, Franciszkę – 1881 i Bronisławę – 1886 r. Los Kazimiery nie jest szerzej znany, wiadomo jedynie, że w 1893 roku urodziła panieńskie dziecko – Franciszka, który żył tylko kilka tygodni. Nie wiadomo jaką przyszłość miał Władysław. W zasobach parafii Sejny są dwie metryki Rozalii, z których wiadomo, że żyła tylko dwa dni.

Ostatnich dwoje dzieci Kazimierza i Wiktorii Zielepuchów, Franciszka i Bronisława, emigruje do Ameryki. Franciszka opuszcza ojczyste strony już w 1901 roku, Bronisława dopiero w 1913 r., w 8 lat po śmierci ojca. Bronisława emigrowała statkiem NECKAR do Filadelfii.
Po doświadczeniach życiowych Benedykta i Kazimierza podwójne związki małżeńskie w rodzinie Zielepuchów nie powinny już dziwić. Podobnie i Bronisława dwukrotnie wychodzi za mąż, dwa razy za Litwinów pochodzących z okolic bliskich jej stronom ojczystym. Jej pierwszym wybrankiem jest Frank Gaidziunas (1877- 1925), z którym ma Bronisława troje dzieci; Franka, Jeanne i Pauline.
Drugi mąż Bronisławy to Peter Zukaitas (1897- 1956), urodzony w mieście Simnas na Litwie, z którym niedawna wdowa w wieku 42 lat doczekała jeszcze dziecka. Dano mu imię po matce, Bronisława, co w wersji amerykańskiej brzmiało nieco inaczej – Bertha (na zdjęciu powyżej: jako dziecko z rodzicami, Bronisławą i Petrem Zukaitas). Bertha Zukaitas (1928- 2014) była już w pierwszym pokoleniu „born American” i wyrastała w rodzinie wielojęzycznej, gdzie ojciec mówił po litewsku, matka po polsku, a ona po angielsku i wszyscy się rozumieli.

Partnerem życiowym Berthy został Tadeusz Miklas (na zdjęciu obok), żyjący w latach 1919- 2006, z pewnością mający także korzenie polskie. Małżeństwo to sprowadziło na świat dwoje dzieci; Lorraine i Toma. Lorraine wyszła za Bradforda Van Dukera. Ich dorobek rodzinny to troje dzieci: Scot, Laura i Mark.
Scot Van Duker na kilka miesięcy trafił do pracy w Kijowie, gdzie był zatrudniony w Konsulacie USA. Któregoś razu w konsulacie kijowskim prezentację o trybie pracy Ambasady USA w Warszawie pokazywała młoda anglistka, Yelyzaveta Avetysian. Oczarowany prezentacją a chyba bardziej urokiem młodej Ukrainki, Scot okazał wyrazy uznania, po których był ciąg dalszy. Zabrał „prezenterkę” ze sobą do Ameryki, gdzie została jego żoną. Dziś tworzą szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci.

Wśród emigrantów do Ameryki mam sporo kuzynów, którzy tworzą barwne pary międzynarodowe, ale ta jest szczególnie międzynarodowa. Linia genealogiczna Scota to Polacy, Litwini, potem Belgowie, Holendrzy i Francuzi, ale również Anglicy, Szkoci i Irlandczycy. Na jej końcu jest żona Liza, po ojcu Ormianka, po matce Ukrainka. Brat Scota, Mark Van Duker ożenił się z dziewczyną z Chin. Jak widać, Ameryka wciąż jest dobrym miejscem do życia i pracy dla wszystkich nacji.

Na zdjęciu: Lorraine Van Duker

Szubieniczny węzeł małżeński

Tagi

, ,

W przedwojennym szlagierze Tola Mankiewiczówna opowiada „o czym marzy dziewczyna”. Otóż chciałaby „stanąć z nim na ślubnym kobiercu, nawet łzami zalać się”…

Marzenia takie miała pewnie Helena Łuniewska, życiowa partnerka (jak się wtedy mówiło: konkubina) Konstantego Szczudło. Jednak chwilowo na to się nie zanosiło, gdyż oblubieniec prowadził niebezpieczny tryb życia, a to – jak wiadomo – nie sprzyja stabilizacji. Nawet przyjście na świat wspólnego dziecka nie skłoniło pary do zalegalizowania związku. Jakie były tego powody? Dziś możemy tylko spekulować- może to Konstanty, zajęty swoimi kryminalnymi sprawami, nie chciał brać na swoje barki dodatkowego obciążenia w postaci prawowitej małżonki? Może, właśnie że względu na profesję, chciał chronić ukochaną kobietę przed ewentualnymi konsekwencjami swoich działań? Może było odwrotnie: Helena czekała, aż luby się wyszumi i będzie mogła na niego liczyć w stu procentach? Albo w końcu poświęci się czemuś, co zagwarantuje stabilizację i perspektywy? Interpretacji tej historii mogą być setki, ale jedno jest pewne – zakończenie.
Carski agent
Początek XX wieku to niespokojny czas. Pogarszające się warunki pracy skutkowały napiętą sytuacją w ośrodkach przemysłowych. Pokłosie rewolucji rosyjskiej 1905 r. odbiło się szerokim echem na ziemiach polskich. Ruchy robotnicze rosły w siłę, wybuchały strajki i zamieszki. Polska Partia Socjalistyczna powołała swą Organizację Bojową już w maju 1904 r. W kolejnych latach przeprowadziła setki akcji zbrojnych i terrorystycznych (zamachy, odbijanie więźniów, ekspropriacje). W aktywną działalność zaangażowani byli późniejsi politycy z najwyższych szczebli władzy, m.in.: Józef Piłsudski, Ignacy Mościcki, Kazimierz Sosnkowski, Aleksander Prystor, Walery Sławek, Tomasz Arciszewski. Ten ostatni – premier RP na uchodźstwie w latach 1944- 47- był m.in. organizatorem zamachu na rosyjskiego generała Andrieja Margrafskiego. Ten carski urzędnik „ (…) znał doskonale społeczeństwo polskie i mówił językiem polskim jak własnym. Tę właściwość przypisywano […] między innymi bliskiej znajomości ze znaną powieściopisarką Gabrielą Zapolską. Tej znajomości Margrafski zawdzięczał możliwość zapoznania się z duszą polską, co dla niego, jako dla żandarma, miało znaczenie pierwszorzędne. […].
Zapolska znów zawdzięczała znajomości z generałem temat do znanej sensacyjnej sztuki […]. Z rozmów z Margrafskim dowiedziała się Zapolska o wielu ciekawych sprawach, o zawikłanych śledztwach, o denuncjacjach […]. Słyszałem o czasach, gdy Margrafski był jeszcze rotmistrzem żandarmskim, a ona osobą młodą, udawało jej się nieraz ratować młodych studentów, prowadzących pracę nielegalną” .
Carski siepacz w Warszawie rezydował od 1883 roku, najpierw jako lejbgwardzista, potem starszy adiutant Zarządu Warszawskiego Okręgu Żandarmerii, a od 1905 r. – szef tajnej policji i zastępca warszawskiego generała- gubernatora Gieorgija Skałona. „Nie był ani okrutnikiem, ani bezdusznym prześladowcą. Może nawet nie był złym człowiekiem. Był jednak człowiekiem żelaznego systemu”.

Strzały na zakręcie

Margrafski wraz z rodziną mieszkał w podwarszawskim Otwocku, do którego codziennie dojeżdżał z Warszawy pociągiem, podróżując w oddzielnym, doczepianym wagonie. Na stacji czekał na niego powóz zaprzężony w białe konie, którym wracał do domu. Zwyczaje carskiego urzędnika rozpracowali bojowcy z PPS, którzy od kilku tygodni obserwowali teren. Zasadzka została przygotowana na trasie przejazdu generała w lesie, pomiędzy stacją kolejową a domem. Jednak kilka tygodni przed planowanym zamachem pojawiły się komplikacje: w związku z napadem na pociąg w pobliskim Celestynowie, generałowi podczas przejazdów zaczęła towarzyszyć wzmocniona eskorta. Akcję wyznaczono na 2 sierpnia, a ponieważ popołudnie było wyjątkowo upalne, ochrona powozu pozostawała w pewnej odległości za głównym pojazdem, w którym siedział Margrafski z żoną, 6- letnim synkiem i 3- letnią córeczką. Najbliżsi często wyjeżdżali po „papę” na stację. Tak było niestety i tym razem.

„Było dla bojowców polskich świętą zasadą, by według możności ograniczać liczbę ofiar do niezbędnego minimum i za wszelką cenę oszczędzać niewinne osoby. Zasadę tę przestrzegano nieraz z narażeniem własnego życia.”

Gdy powóz mijał gospodę Buczyka i szykował się do skrętu w ulicę Reymonta, do kolasy doskoczyli bojowcy i – z bardzo bliskiej odległości – otworzyli ogień. Gwardziści chroniący powóz uciekli na pierwszy odgłos strzałów. Margrafski zginął na miejscu, kilkukrotnie trafiony w pierś wypadł z powozu, a jego 6-letni syn Koka został ciężko ranny i zmarł tej samej nocy. Zamachowcy zdołali uciec. Jak to wszystko odnosiło się do szlachetnych idei oszczędzania niewinnych? Wersja socjalistów brzmiała nieco inaczej: Arciszewski strzelał z bliska, aby zabić generała, a chłopca trafiła zbłąkana kula, w czasie strzelaniny, jaka wywiązała się pomiędzy zamachowcami a lejbgwardią.
Obiecanki
W Otwocku wybuchła panika- letnicy i część mieszkańców w pośpiechu opuścili miasteczko w obawie przed represjami, a każdy wyjeżdżający poddawany był wnikliwej rewizji.
Śledztwo w sprawie zabójstwa prowadził płk Sobakiński, naczelnik kancelarii Margrafskiego. W letnisku zaroiło się od sołdatów i agentów ochrony. Opierając się na informacjach z przesłuchań i pogłoskach, aresztowano kilkunastu mężczyzn, których przewieziono do Cytadeli. Jednak po kilku tygodniach wszyscy odzyskali wolność- nie znaleziono dowodów jakiejkolwiek winy. Ponieważ latem 1906 r. odbyły się kolejne akcje terrorystyczne (zamach na Skałona, „krwawa środa”), władze carskie miały pełne ręce roboty i śledztwa w sprawie zabójstwa Margrafskiego nie traktowano priorytetowo. Zresztą prasa w Kongresówce niezbyt chętnie informowała o akcjach wymierzonych w działania aparatu carskiej represji.

Jednak sprawa ta doczekała się swojego- trochę absurdalnego, ale przede wszystkim tragicznego- finału. W 1908 r. o zamach w Otwocku oskarżono dwóch mężczyzn: Antoniego Lipskiego i Konstantego Szczudło. Aresztowani zostali przy okazji jakiegoś błahego- w porównaniu z zabójstwem- przestępstwa, a do zabicia generała przyznali się w trakcie przesłuchań, skuszeni łagodnym wymiarem kary. W procesie, obrońcą skazanych był Bronisław Grosser, słynny działacz niepodległościowy i przywódca żydowskiego Bundu. Niestety, system musiał ukarać winnych, choćby przypadkowych – dla obydwu orzeczono karę śmierci przez powieszenie. Datę kaźni wyznaczono na 18 stycznia 1909 r.
Wesela nie było
Dzień wcześniej Helena Łuniewska dostała depeszę. „Przyjeżdżaj zaraz w tej chwili dzisiaj i przyjdź z dzieckiem, bo jest pozwolenie ślub wziąć przed śmiercią, tylko proszę cię zaraz siadaj w dorożkę i przyjeżdżąj bo jutro to już będzie zapóźno. Konstanty Szczudło”

Po przeczytaniu, bez zastanowienia Helena ubrała się, opatuliła dziecko i razem z półtorarocznym maleństwem wybiegła z domu. Ślubu, w kancelarii X pawilonu Cytadeli, udzielił ks. Henryk Staniszewski, wikariusz kościoła pw. Najświętszej Marii Panny. Nie było kobierca, ale były łzy. Godzinę po ceremonii, tuż po północy, pan młody zawisł na szubienicy…

Autor: Opracowała Agnieszka Bogucka, wprowadzenie: Iwona Dybowska
Tekst publikowany 26. stycznia 2017 r. w piśmie Samorządu Województwa Mazowieckiego „Z serca Polski nr 1/17”

Apendix:
Powyższy artykuł przypadkowo odszukany przeze mnie w Internecie, opisuje okoliczności, w jakich odszedł z tego świata bratanek mojego pradziadka Adama Szczudło (1847- 1911), Konstanty (1886- 1909), syn Juliana Karola (1844- 1916) i Teresy Siberskiej (1850- ?).
Zostawił po sobie syna Bolesława Konstantego ur 26.08.1908 r. oraz wdowę Helenę z Łoniewskich (wersja nazwiska z metryki ślubu), córkę Józefa i Franciszki Muchowicz. Poznanie historii tych osób będzie celem dalszych poszukiwań.
Andrzej Szczudło

Warszawskie związki Szczudłów spod Sejn

Tagi

, , , ,

Trudno powiedzieć jak często inni genealodzy zastanawiają się nad kryteriami wyboru imion dzieci przez swoich przodków. Mnie intrygował ten problem wielokrotnie. Wydaje mi się, że nasi dziadkowie często podążali za panującą modą. Czasem natchnieni religijnie chcieli nawiązać do wybranych świętych, innym razem do postaci historycznych lub tradycji rodzinnych. Zdarzało się jednak, że z niewiadomych dziś przyczyn na liście przodków wykwitało imię niepoślednie, rzadko spotykane w okolicy. Ale bywało też, że nasi przodkowie zechcieli dać swoim dzieciom imiona podwójne. Z pewnością nie dlatego, że taka opcja w przyszłości pomoże w poszukiwaniach. Podwójne albo nawet liczniejsze imiona występowały zwykle w rodzinach szlachetnie urodzonych. U mnie miało to jednak miejsce w rodzinach pochodzenia plebejskiego.

W najdalej rozpoznanych listach przodków z linii męskiej Szczudłów podwójne imiona występują u dzieci Pawła (1812- 1895) i Marianny (1801- 1885) Szczudłów. Para ta sprowadziła na świat co najmniej 11 dzieci, z czego aż pięcioro miało imiona dubeltowe; Floryanna Wiktorya, Jan Józef, Wincenty Maciej, Konstancja Antonina i Julian Karol. Bazując na metrykach z parafii sejneńskiej umieszczonych w internecie na stronie http://www.szukajwarchiwach.pl (dziękuję bardzo za źródło) udało mi się prześledzić losy większości z nich. Historię osoby rozpoznanej dogłębnie zwykle zamykał akt zgonu. Było jednak wiele osób, dla których znajdywałem tylko akty urodzenia. Myślałem wtedy, że warto szukać wszystkich Szczudłów poza regionem pochodzenia, w nadziei odszukania kogoś kto opuścił Sejneńszczyznę i zamieszkał gdzieś indziej.

Było tak i z Julianem Karolem (1844- 1916), synem wyżej wspomnianego Pawła, który przez wiele lat był dla mnie zagadką. Będąc bratem mojego pradziadka Adama (1847- 1911) miał Julian Karol sześcioro dzieci z Teresą z Syberskich. Udało mi się zdobyć metryki urodzenia pięciorga z nich. Pozyskane z archiwum metryki zgonu upewniły mnie, że troje z sześciorga zmarło w dzieciństwie. Na liście pełnych nadziei poszukiwań zostały trzy osoby, jedna córka – Bronisława oraz na szczęście poszukiwacza, mężczyźni, nośnicy nazwiska; Aleksander Kazimierz i Konstanty. Przez dłuższy czas nie udawało mi się na nich nigdzie trafić. Nieświadomie pomógł wreszcie ich tata, posiadacz dwojga imion Julian Karol, który po śmierci pierwszej żony zdecydował się na ponowny ożenek. Sporządzona w parafii Matki Boskiej Loretańskiej na warszawskiej Pradze metryka ślubu kilka lat temu trafiła do bazy w http://www.geneteka.genealodzy.pl . I chociaż raczej nie oczekiwałem trafień w rejonach poza Sejnami, co jakiś czas wrzucałem do wyszukiwarki swoje magiczne hasło „Szczudło”. Za którymś razem moją uwagę zwrócił zlepek dwóch imion „Julian Karol”. Dogłębna analiza wpisu i podlinkowanej do niego metryki upewniła mnie, że jest trafienie! Chodzi o „mojego” Juliana Karola urodzonego w 1844 roku. Okazało się, że po śmierci żony Teresy z Syberskich Szczudłowej trafił on do Warszawy, gdzie w roku 1904 zawarł związek małżeński z dwadzieścia lat młodszą wdową Józefą Piotrowską Bral.
Mając już tę metrykę w swoich zasobach i wiedzę o warszawskim związku Juliana Karola Szczudło nie spodziewałem się znaleźć tam metryk jego dzieci, gdyż drugi ślub miał będąc w wieku 60 lat. Dosyć przypadkowo ponownie trafiłem do wyszukiwarki metryk i wśród jej warszawskich zasobów znalazłem jednak Konstantego Szczudło. Tak, to był ten „nasz”, syn Juliana Karola i jego pierwszej żony Teresy Zofii Syberskiej. 17 stycznia 1909 roku Konstanty lat 22 urodzony w parafii sejneńskiej bierze ślub w parafii pw. NMP w Warszawie z Heleną Łoniewską, panną z Garwolina aktualnie zamieszkałą z rodzicami we wsi Targówek.
Wyobrażałem sobie, że para ta dała na świat potomstwo, z którego może pochodzić trochę znana mi już wcześniej rodzina Szczudłów z Warszawy. Jednak dalsze poszukiwania metryk przygasiły na chwilę mój entuzjazm, gdyż z kolejnej metryki wynikało, że zaraz po ślubie Konstanty zmarł w 10 pawilonie Twierdzy Warszawskiej, o czym oświadczył przełożony więźniów politycznych. Bliższe okoliczności tego zdarzenia w tym czasie nie były mi znane.
Optymizmem dla moich wizji o odszukaniu linku do Szczudłów warszawskich powiało kiedy wydobyłem z Internetu kolejną metrykę. Wzięty na tapetę Aleksander Kazimierz Szczudło w 1897 roku ożenił się z Marianną Witkowską. Również siostra Konstantego i Aleksandra, Bronisława w 1901 roku związała się węzłem małżeńskim z Antonim Andrzejem Czernerem.
Tak więc wszystko wskazuje na to, że po śmierci żony Julian Karol Szczudło z trójką dzieci przeniósł się spod Sejn do Targówka i został warszawiakiem. Najpierw ożenił syna Aleksandra (1897), potem wydał córkę Bronisławę (1901), a jako trzeci ożenił się sam (1904). 5 lat po nim, 17 stycznia 1909 roku o godzinie 1.00 po południu związek małżeński zawarł jego najmłodszy syn Konstanty, „…kawaler lat 22 robotnik z zakładu szklarskiego zamieszkały w Targówku powiat warszawski urodzony we wsi Krasnowo powiatu sejneńskiego guberni suwalskiej syn Juliana Karola i Teresy Zofii z Syberskich małżonków Szczudłów”. Jego wybranką była „…Helena Łoniewska, panna lat 20 zamieszkała przy rodzicach we wsi Targówek pod numerem 24 w parafii praskiej, w powiatowym mieście Garwolin guberni siedleckiej urodzona córka ślusarza Józefa i Franciszki z Muchowiczów małżonków Łoniewskich”.
Kolejne metryki tej rodziny wyszukane w parafiach warszawskich uświadomiły mi, że Konstanty odszedł z tego świata w wieku zaledwie 22 lat, zaraz po ślubie, ale zostawił po sobie syna Bolesława Konstantego Szczudło urodzonego w Warszawie 26.08.1908 r.

Odszukanie informacji o nim i odtworzenie losów jego i ewentualnych potomków jest dla mnie zadaniem priorytetowym. Priorytet obejmuje również historię życia i genealogię brata Konstantego, Aleksandra Kazimierza, który ze związku z Marianną Witkowską c. Onufrego i Felicji Paprockiej mógł mieć jakieś potomstwo.
Szukanie dokumentów należałoby zacząć od parafii Najświętszej Marii Panny w Warszawie, bo tam wystawiono co najmniej 3 akty metrykalne dla rodziny Bolesława.

Dramaty doktora

Tagi

, ,

Na moim rozległym po latach dociekań drzewie genealogicznym mam wielu Rynkiewiczów, krewnych mojej ojcowskiej babki Marianny, wywodzącej się z Krasnopola. Część z nich emigrowała do Ameryki, nieraz zajmując w tamtej społeczności eksponowane stanowiska.

Jednym z przykładów może być doktor Stanley Rynkiewicz (1882- 1974), syn urodzonego w Polsce, w Żłobinie Józefa (1848- 1928) oraz Anieli Jankowskiej (1851- 1931). Stanley Rynkiewicz urodził się i wychował w Shenandoah w Pensylwanii. W tym też górniczym miasteczku, liczącym w okresie węglowego prosperity nawet 20 tysięcy mieszkańców, Stanley ukończył szkołę średnią- J.W.Cooper High School of Shenandoah. Następnie studiował medycynę, po czym podjął pracę lekarza. Przez większą część życia pracował w Kingston, miasteczku położonym o godzinę drogi w kierunku północno- wschodnim od jego rodzinnej miejscowości. Związany był z Nesbitt- West Side Hospital. Pracy lekarskiej nie zarzucił do końca życia. W wieku podeszłym zaniechał wizyt domowych u pacjentów, ale nadal przyjmował ich w swoim dwukondygnacyjnym, drewnianym domu na przedmieściach Kingston. W roku 1970 przeżył dramatyczną śmierć żony Sary Hummel Rynkiewicz, która zginęła pod kołami samochodu na ulicach Kingston. W tym podniszczonym przez powódź, która była następstwem tajfunu „Agnes” z czerwca 1972 roku, drewnianym domu mieszkał później już sam i tam w piątek, 20 grudnia 1974 roku zmasakrowanego znalazł sąsiad, fryzjer mieszkający po drugiej stronie ulicy. Ciało doktora leżało w kałuży krwi, a na głowie stwierdzono obustronne spłaszczenia czaszki. Okoliczności tego zdarzenia wskazywały, że doktor był bity, a śmierć nie nastąpiła natychmiast. Opisująca to tragiczne zdarzenie lokalna gazeta sugeruje, że prawdopodobnymi sprawcami zabójstwa 92. letniego doktora byli narkomani poszukujący tam leków narkotycznych, gdyż będące w mieszkaniu pieniądze nie były zabrane. Doktor Stanley Rynkiewicz pozostawił po sobie syna Stanleya (1910- 1996), który był dentystą w Carlisle, 20.tysięcznym mieście położonym półtorej godziny drogi na południowy – zachód od Shenendoah.
Męska linia genealogiczna Stanleya Rynkiewicza (1882- 1947): → Józef (1848- 1928) → Józef (1820- 1888) → Józef (ok. 1770- 1846) → Szymon (ok. 1750- 1820).

Żegary – wieś moich pradziadków

Tagi

, , , ,

Lata wczesnego dzieciństwa spędzałem w Olecku. Tam miałem swój dom, swoje podwórko, a potem szkołę. Nie uświadamiałem sobie, że ten dom jeszcze 15 lat wcześniej był niemiecki, a moi przodkowie mieszkali gdzieś indziej. Mając 8 lat trafiłem z rodziną pod Sejny, z czasem zrozumiałem, że to tam jest nasza czyli moja, mojego ojca, a nawet dziadka ojcowizna. Mieszkając w Zagówcu, wsi która w połowie lat 70. wsiąkła administracyjnie we wcale nie większą od niej wieś Gawieniańce, stopniowo uświadamiałem sobie własne pochodzenie. Z różnych przyczyn, bo to szkoła, sklepy, kościół itd. skłaniałem się ku dostępnym w niespełna półgodzinnym marszu Sejnom, które z czasem coraz bardziej poznane, stały się i przyjazne. Inaczej było z drugiej strony. Tam był las zwany Borkiem a za nim nieoswojone Żegary. Jechać tam nie było czym ani po co. Mówiło się, że tam już jest Litwa. Tam ludzie rozmawiają w języku, którego nie rozumiałem.

 

Na zdjęciu; drewniany (jeszcze przed pożarem) kościół w Żegarach – widok od strony południowej. Siedzę pod sosną bez świadomości, że to wieś moich przodków.

Moje 11 lat spędzonych na wsi pod Sejnami minęło szybko. Zdążyłem w tym czasie ledwie kilka razy zahaczyć o Żegary, jak dziś widzę, wcale nieodległe od naszej wsi. Kilka razy trafiałem tam przypadkowo, kiedy błądząc po bagnach za żurawinami i borówkami myliłem drogę.

Szczudło_Adam_1847

Akt urodzenia w Żegarach Adama Szczudło (mojego pradziadka) z 1847 roku 

I nagle… Żegary są nasze! Moje, ojca, mojego dziadka i pradziadka. Dzięki genealogii dowiedziałem się, że moi Szczudłowie swoje pierwsze na Sejneńszczyźnie kroki stawiali właśnie w Żegarach. Już w roku 1827 siostra mojego prapradziadka Pawła, Marianna Szczudło wyszła w Sejnach za urodzonego w Grodnie, ale mieszkającego w Żegarach Ignacego Makarewicza. Tam też po ślubie w Sejnach, odbytym w 1832 roku zamieszkał Paweł Szczudło i rodziło się jego 6 dzieci; w 1833 r. – Paulina, w 1837 r. – bliźnięta Jan Józef oraz Wincenty Maciej, w 1840 r. – Konstancja Antonina, w 1845 r. – Wiktoria i w 1847 r. najważniejszy dla mnie – pradziadek Adam. Nie wiedzieć czemu pozostała piątka dzieci Pawła i Marianny z Gorczyńskich Szczudłowej rodziła się we wsiach okolicznych; Florianna Wiktoria w 1834 r. – w Łumbiach, Andrzej w 1835 r. – w Zagówcu Karczmie, Józef w 1837 r. i Antonina w 1841 r. – znowu w Łumbiach, i Julian Karol w 1844 r. w Zagówcu. Biorąc pod uwagę fakt, że zarówno pierwsze dziecko jak i ostatnie rodziły się w Żegarach, uznać należy, że to ta wieś była wówczas głównym gniazdem rodziny Szczudłów. Przemawia za tym również fakt, że i wspomniana wcześniej Marianna ze Szczudłów Makarewiczowa, siostra Pawła, całą swą czwórkę dzieci rodziła w Żegarach; w 1828 r. – Rozalię, w 1835 r. – Felicjana, w 1838 r. – Michała i w 1840 r. – Andrzeja Bolesława.

Bogata w wydarzenia historia Szczudłów w Żegarach kończy się na latach 40. dziewiętnastego wieku. Z 11 dzieci Pawła i Marianny w dalsze pokolenia przeszły ledwie 3- 4 osoby; Florianna Wiktoria (jej potomkowie Łabanowscy i Strzelczykowie emigrowali do Ameryki), Antonina (w 1863 r. wyszła za Kazimierza Kasperowicza i słuch o nich zaginął), Julian Karol (wdowiec po pierwszej żonie Teresie z Siberskich trafił do Warszawy, gdzie ponownie ożenił się) i może Paulina, której śladów po urodzeniu nie udało mi się odnaleźć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na zdjęciu; Karen Birdsall z USA, Stanisław Kwaterski z Jenorajścia i Andrzej Szczudło na tle kościółka w Żegarach (odbudowany po pożarze jako murowany).

Wsią Żegary zacząłem się interesować jako człowiek dorosły, zgłębiając jej historię. Z przyjemnością przyswoiłem wtedy sobie wiadomość, że tuż obok Żegar w dworku wujostwa Kunatów w Krasnogrudzie przed wojną wielokrotnie przebywał późniejszy noblista poeta Czesław Miłosz. Mój starszy brat Zdzisław sugerował nawet, że od wsi Żegary swoją nazwę mogła wziąć grupa literacka ŻAGARY, której Czesław Miłosz był jednym z liderów. Jest to nawet prawdopodobne, bo jak można przeczytać w Wikipedii, to Czesław Miłosz i Teodor Bujnicki w 1931 roku zasugerowali nazwę czasopisma i grupy literackiej.

Pięknie o Żegarach jako wsi pomiędzy sześcioma jeziorami, na łamach Almanachu Sejneńskiego pisał Eugeniusz Pietruszkiewicz. Jeszcze większym patriotą lokalnym wsi Żegary był Piotr Dapkiewicz, opisujący tutejsze życie, drogi, krzyże i inne urokliwe miejsca. Pana Piotra zdążyłem nawet poznać osobiście, kiedy podczas wakacyjnego tam pobytu zajechałem na jego podwórze z mamą. Na dłuższą rozmowę usiłowałem umówić się z nim, kiedy dowiedziałem się, że ma on w rodowodzie wątek naszych Buchowskich (linia po mojej mamie Jadwidze). Niestety zbyt wczesna śmierć była u niego przede mną. Nie zdążyłem.

Zgary_Antek

Starsi panowie dwaj; A.Szczudło i A.Okulanis na tle posesji w Żegarach

Dzisiejsze Żegary pięknem swoich zielonych wzgórz i jezior zachwycają miejscowych i turystów, ale nie dają mi poczucia bliskości. Nie mam tam swoich miejsc po Szczudłach sprzed prawie 200 lat. Jedynym realnym punktem zaczepienia jest nowo poznana gałąź rodziny Okulanisów, równie dawno osadzonej na tych ziemiach, z którą łączą mnie wielokrotne związki, głównie przez Buchowskich. Chcę tam i lubię bywać. Mam nadzieję, że na emeryturze okazji do tego nie zabraknie.

Czytajmy metryki… raz, drugi, wiele razy

Tagi

,

W zasadzie tylko modlitwy są tekstami, do których wraca się wielokrotnie. Inne teksty zwykle czyta się jeden raz, czasem tylko powtarza się dla czystej przyjemności lub lepszego zrozumienia.
Wydaje mi się, że do tekstów czytanych wielokrotnie warto zaliczyć również metryki, szczególnie te pisane w języku obcym. Sam się o tym przekonałem już kilka razy. Pierwszy raz, gdy zachwycałem się metryką ślubu mego praszczura Pawła Szczudło, który w 1832 roku w Sejnach brał ślub z Marianną Gorczyńską. Metryka ta, o której miałem wówczas przekonanie, że jest pierwszym dokumentem wystawionym w parafii Sejny dla Szczudłów, wskazywała, że Paweł Szczudło pochodził z Łopuchowa.

Znalazłem w okolicy dwie miejscowości o tej nazwie; jedną ulokowaną pod Sejnami, drugą – koło Suwałk. Niepokoiło mnie, że w dalszych poszukiwaniach nie było żadnych skojarzeń z tą wsią. Kiedy ponownie sięgnąłem po metrykę ślubu Pawła z 1832 roku, zainteresowałem się bohaterem drugiego planu. Był nim świadek na ślubie Pawła Szczudło, jego brat Wincenty „szewc w posadzie Ostasza”. Po długich poszukiwaniach na starych mapach znalazłem wieś o tej nazwie, ulokowaną w pobliżu Sopoćkin, nad Kanałem Augustowskim. Z upływem lat nazwa wsi ewaluowała do wersji „Astasza”, ale miejscowość przetrwała do dziś, o czym przekonałem się w roku 2009 podczas eskapady na Białoruś.

Tak więc z czasem upewniłem się, że brat mojego prapradziadka Pawła Szczudło (1812- 1895), Wincenty Szczudło mieszkał na Grodzieńszczyźnie. Uznałem to przypuszczenie za spójne z zapisem w metryce drugiego ślubu Pawła, który miał miejsce w 1886 roku. Kiedy owdowiały Paweł żeni się ponownie, tym razem z Marianną Palanis (co za stałość w upodobaniu do imion), prowadzący akta stanu cywilnego wpisuje, że Paweł urodził się w parafii Teolin. A jak wiem parafia ta obejmuje właśnie Spoćkinie i wzmiankowaną w sejneńskiej metryce z 1832 roku „posadę Ostasza”. Tak więc warto było czytać metrykę Pawła wielokrotnie.

Podobnie było z metrykami związanymi z siostrą Pawła, Marianną Szczudło. O jej istnieniu dowiedziałem się ledwie kilka lat temu, znając już z grubsza historię pobytu moich Szczudłów na Sejneńszczyźnie. Punktem wyjścia był w niej ślub Pawła z Marianną Gorczyńską z 1832 roku. Tę datę uznałem za pierwsze pojawienie się moich Szczudłów pod Sejnami. Pogląd ten musiałem zmienić kiedy wpadła mi w ręce metryka ślubu Marianny Szczudło z Ignacym Makarewiczem. Wydarzenie to miało miejsce w roku 1827 czyli 5 lat przed ślubem Pawła.
Przeszukując metryki ze wsi związanych z Marianną Makarewicz bliżej zainteresowałem się także wsią Żegary, gdzie ci mieszkali i tam znalazłem ciekawostki. Zachowałem na komputerze metrykę z 1838 roku, gdzie występują szwagrowie Paweł Szczudło i Ignacy Makarewicz. Było to dla mnie potwierdzenie o utrzymywaniu w owych czasach relacji rodzinnych brata z siostrą Marianną Makarewicz w 6 lat po ślubie Pawła i 11 lat po zamążpójściu Marianny.

Jednak kolejny wgląd w tę metrykę zafundował mi „wartość dodaną”. Dopatrzyłem się, że zasadniczo metryka dotyczy 80. letniej Anastazji z Trzeciaków Kocowej, dla której mój prapradziadek, tkacz Paweł Szczudło (1812- 1896) był „siostrzeniem” (siostrzeńcem) osoby zmarłej. Tak więc metryka ta przyniosła informację, że znana mi już z metryk ślubnych Pawła i Marianny ich matka Brygida Trzeciak, żona Andrzeja, miała siostrę Anastazję. Dzięki temu mogę kolejną osobę dopisać do rodzinnego drzewa.

Metryka Cyganki?

Tagi

,

Genealog na co dzień obcujący z metrykami swoich przodków bywa czasami znudzony ich standaryzowaną zawartością. Ale czasem trafia się coś, co go wyraźnie ożywia. Przeżyłem to na własnej skórze.

Gipsy

W metrykach zgonów parafii Sejny z 1837 roku ożywiła mnie metryka Magdaleny Kasperowicz. Zwróciłem na nią uwagę ze względu na fakt, że od dawna poszukuję potomków Kazimierza Kasperowicza urodzonego około 1840 roku (kawaler, ogrodnik ze wsi Bubele urodzony we wsi Tomasze z niegdyś Ignacego i żyjącej jeszcze Katarzyny z Raczewskich) i Antoniny Szczudło (1841- 1905) siostry mojego pradziadka Adama Szczudło (1847- 1911).

Po zapoznaniu się z treścią metryki ze smutkiem stwierdziłem, że nie jest to poszukiwany przeze mnie ślad moich przodków, gdyż opisana tu osoba zmarła zanim mój „Kazimierz Kasperowicz” zdążył się urodzić. Jednakowoż inkryminowana metryka jest i tak ciekawa, bo wzmiankuje o zgonie córki Cyganów osiadłych w stałym miejscu, we wsi Olszanka pod Sejnami. Ta informacja w metryce stanu cywilnego jest pierwszą o Cyganach jaką znalazłem w swoich parafiach tj. Sejny, Berżniki, Krasnopol i Puńsk. Ciekawe czy w innych parafiach Cyganie byli odnotowywani w metrykach?

Oto treść metryki z Sejn:

Kasperowicz_Magdalena_1837_zgon

  1. Olszanka. Działo się w mieście Sejnach dnia 1.04.1837 roku o godzinie 2 po południu. Stawili się Maciej Wilczyński luźniak lat 60 i Bartłomiej Podhajski strażnik leśny lat 61. Mający, obydwa w Olszance zamieszkali i oświadczyli nam iż dnia 1 kwietnia roku bieżącego o godzinie 4 w nocy umarła tu w Olszance Magdalena tygodni 10 życia mająca córka Jakoba i Wiktorii małżonków Kasperowiczów Cyganów w Olszance zamieszkałych. Po przekonaniu się naocznie o zejściu jej akt ten stawającym przeczytany a przeze mnie tylko podpisany został ile że oni pisać nie umieją.                  Ksiądz J.Katyl W.K Urzędnik Stanu Cywilnego

Szczudło_Kasperowicz.jpg

A to wzmiankowana powyżej metryka ślubu Kazimierza Kasperowicza z Antoniną Szczudło